Oświadczenie Polskiego PEN Clubu z 20 grudnia 2010 w obronie Uładzimira Nikalajewa Drukuj
wtorek, 21 grudzień 2010
Szanowni Państwo;
proszę o możliwie szerokie rozsyłanie załączonego oświadczenia
Polskiego PEN Clubu.

Z poważaniem - Sergiusz Sterna-Wachowiak
prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

Oświadczenie Polskiego PEN Clubu z 20 grudnia 2010            
   Wśród dziesiątków ofiar bestialstwa na ulicach Mińska znalazł  się  Uładzimir  Niaklajew, jeden z najwybitniejszych współczesnych poetów białoruskich, były Prezes  Białoruskiego  PEN Clubu i Związku Pisarzy  Białoruskich,  kandydat  na  prezydenta  kraju  w  ostatnich  wyborach.
Jeszcze przed wczorajszą obywatelską manifestacją osaczony na ulicy  przez  specnazowców,  na oczach umundurowanych funkcjonariuszy został pobity  do  nieprzytomności  i  przewieziony  do szpitala z rozległym urazem  mózgoczaszki.  Niebawem  ze  szpitala  uprowadziło  go  siłą  kilku nieznanych sprawców w cywilu.            
   Znamy w Polsce Niaklajewa jako  poetę  i  jako  wybitnego  tłumacza  polskich  poetów  – począwszy od klasyków XVI–XIX wieku.  Gościliśmy  poetę  na  spotkaniach  autorskich  w  wielu miastach Polski, w tym również w siedzibie Polskiego PEN Clubu w Warszawie –  po  raz  ostatni w  listopadzie  tego  roku  na  prezentacji  jego  poematu   Polonez   w   trójjęzycznym   wydaniu białoruskim, litewskim i polskim.            
Apelujemy do władz Białorusi o bezzwłoczne uwolnienie poety i zapewnienie mu  opieki medycznej. Apelujemy o wstrzymanie brutalnych represji wobec działaczy i wyborców opozycji oraz    dziennikarzy    i    o    zagwarantowanie    swobód    obywatelskich    w     imię     ideałów Międzynarodowej Karty PEN, która głosi:  PEN Club opowiada się  za  zasadą  nieskrępowanego przekazu myśli wewnątrz każdego  narodu  i  między  wszystkimi  narodami,  a  jego  członkowie zobowiązują się w swoim  kraju  lub  w  społeczności,  do  której  należą,  występować  przeciwko wszelkim  formom  tłumienia  wolności  słowa.  PEN  Club  opowiada  się  za  wolnością   prasy   i przeciwstawia się arbitralnej cenzurze  w  czasach  pokoju  –  w  przeświadczeniu,  że  nieuchronne dążenie świata ku wyższym  formom  organizacji  politycznej  i  gospodarczej  wymaga  swobody krytyki władz, urzędów i instytucji”.

Prezes Polskiego PEN Clubu Adam Pomorski
Wiceprezes Paweł Huelle
Wiceprezes Ewa Lipska


UŁADZIMIR NIAKLAJEW
1946                
     Jeden  z  najgłośniejszych  przedstawicieli  tradycyjnego   nurtu   we   współczesnej   poezji   białoruskiego Odrodzenia, urodził się w Smorgoniach na Grodzieńszczyźnie. W latach 1962–1964 uczył się w  mińskim  Technikum Łączności.  Studiował  w  Instytucie  Literackim  w  Moskwie,  w  1973  ukończył  Wyższą  Szkołę  Pedagogiczną  w Mińsku.  Pracował  w  telewizji  i  w   redakcjach   różnych   periodyków.   1987–1999   był   redaktorem   naczelnym czasopisma  Krynica”, w stutysięcznym nakładzie propagującego  powrót  do  białoruszczyzny,  1997–1998  redagował tygodnik  Litaratura i Mastactwa”. 1998–2000 był prezesem Związku Pisarzy Białoruskich. Po definitywnym zerwaniu stosunków z władzą 1999 wyjechał do Polski, później przeniósł się do Finlandii,  gdzie  mieszkał  do  roku  2004.  Po powrocie do kraju został wybrany prezesem Białoruskiego PEN Clubu (funkcję tę sprawował do roku 2008).            
     Wydał zbiory poezji Adkryćcio, 1976; Wynachodcy wiatro?, 1979; Znak achowy, 1983; Naskroź,  1985; Hałubinaja poszta, 1987; Proszcza, 1996; Tak, 2004. Uprawia również prozę (powieści Wieża, 1988;  Łabuch,  2003) i publicystykę. Uczestniczy w akcjach  wsparcia  więźniów  politycznych  na  Białorusi.  W  roku  2007  jego  utwory zostały usunięte z programu szkolnego. Tłumaczył m. in. z polskiego wiersze dawnych poetów rodem  z  Wielkiego Księstwa Litewskiego.            
     W roku 2008 poeta gościł w Polskim PEN Clubie  z  okazji  wydania  tomów:  Nie  chyliłem czoła przed mocą. Antologia poezji białoruskiej od XV do XX wieku oraz Suplement poetycki. Ze współczesnej  liryki białoruskiej.            
    W roku 2010 Uładzimir Niaklajew jako kandydat  niezależny  wziął  udział  w  wyborach prezydenckich  na  Białorusi.  19  grudnia  br.  napadnięty  na  ulicy  przez  cywilów  w  obecności umundurowanych  funkcjonariuszy  specnazu,  został  pobity  do  nieprzytomności,  z   rozległym urazem   mózgoczaszki   przewieziony   do   szpitala,   z    którego    uprowadziło    go    siedmiu nieumundurowanych nieznanych sprawców.

Nad wodą

Święta i swoja własna,
Z siebie samej wynika
Woda
           taka już jasna,
Że aż w niebyt umyka.

Do światłości przejrzysta,
W siebie samą tchnie życie
Dusza
            taka już jasna,
Że aż niknie w niebycie.



*   *   *

Skąd taka gorycz,
                             kolego mężczyzno?
Łyczek wolności – i mdło się zrobiło?
Cokolwiek jeszcze się stanie z Ojczyzną,
Gorzej nie będzie – bo lepiej nie było.

Zgubił swą drogę nasz kraj przy trzech sosnach,
Przebiegł ją wspak jak czółenko na krosnach,
I wpadł ze ślepym narodem w pochodzie
Z sideł zachodu w pułapkę na wschodzie.

Może potomni przewidzą na oczy,
Ale o drogę się nikt nie dopyta.
Jak zjawa z pustki, co w pustce odbita,
Pogoń z pieczątki w paszporcie wyskoczy:
Choć niepodkuta, rwie naprzód z kopyta.




Proszcza
(Fragment)

Wiecujące ulice, place, które gniew chłoszcze,
Raz na zawsze porzucę kiedyś i ruszę nad Proszczę,
Co jak chaber na hafcie świeci na ziemi błękitem
Razem z soborem na dnie dla oszczędności ukrytym.

Drogą bolesną
                         z kamieniem
                                               winy niezabliźnionej
Wstąpię w jeziorną toń i rozkołyszę dzwony,
I, tonąc w uścisku Proszczy,
                                              za wszystkich kochanych na jawie
Pomodlę się i popłaczę, i świecę w świątyni postawię.

Jak złota ryba u brzegu mignie świeca płynąca,
Jak złota żmija w trawę śmignie świeca płonąca,
Jak złota pszczoła w powietrzu nad polem szczęśliwym wzleci,
Nad jedną dla nas wszystkich ziemią i wodą zaświeci.

Z dna proszczy – z dna przebaczenia –
                                                               jednoskrzydła świeca wypłynie,
Od zmroku do świtu świecę zapalam w głębi, w głębinie.
Jeden mamy brzeg nad jeziorem
                                                      i nigdy już z tego brzegu –
Choćby do śmierci się szturchać – nie zepchnie jeden drugiego.

Choćby miotać się tłumem w nienawistnym obłędzie,
Nikt nieproszonym gościem, przybłędą wśród nas nie będzie,
Wśród nas
                  tylko my –
                                     i nie otchłań, ale toń Przebaczenia.
I tyle tylko w niej życia,
                                        ile tej świecy płomienia.


Przełożył Adam Pomorski

< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.