Poetka z Olchowca - Marzena Mariola Podkościelna Drukuj
czwartek, 17 luty 2011
Drogi do światła

Tutaj powiesisz
Cytrę obu rąk
St. Grochowiak  „Rozbieranie do snu”

kuszą jak rąbek cienia
spod twojej koszuli

gwiazdy spadają na twarz
głęboko w oczy kołysane łodzią

drzewa wiszą jak sople
nad taflą jeziora

- zbieram cię rozsypaną
ze wszystkich przegięć burzliwieniebieską
gdy drżysz jak struny cytry wbijasz się we mnie
jak powój z czerni oplatasz oddechem
- nie budź Boga
zostań


Myśli

i układa sukienki. w szafie skrzypi zimą
czasem i zapachem - na progu tamtego lata
z rozkoszy mnożyły się motyle. milcząco
rozpamiętuje trawy oddaniem zmięte. wstydem

bywają bezkształtne słowa gdy nie mogą opasać
rozsypanych palców na sukienkach. gdy nie tworzą fałd
zakładek tajemnic wyobrażalnych pomiędzy początkiem
pierwszego dotknięcia a otarciem o włosy. głęboko

jest dla niego wyłącznie. podbrzuszem
wędrują przypływy i odpływy. z rozpalonych warg
biegnie żywe do źrenic.


Proszę

trzeciego guzika nie rozpinaj
nigdy
nawet wśród luster w których nikt nie bywa
widać nie jestem już tutejsza nie pojmuję intencji
rozpinania
a przecież jestem
kobietą gdy przynosisz w koszyku dojrzałe maliny
na granicy lata i traw złotawych jak wnętrze akacji

podajesz ramię ciągle masz coś z chłopca
lecz nie rozpinaj mnie
od kiedy winobluszcz płonie pochodnym bólem
po piersi




To we mnie

stare sady nie umierają na niepamięć.
kołyszą się z powietrzem w płucach
i jabłkami dokąd bym nie odeszła. przebieram pośród jasnych
i lepkich jak wosk. padają blisko ucha
łupiny orzechów

chropowate i twarde. a warkocze są wplecione
jak ulęgałki w śmiech między krzewami agrestu
- miękki i słodki. dnieje. biegnie szybciej i szybciej
wiewiórka. nie pozwala uchwycić niczego poza
zadziornierudym ogonem. wysypują się ręki te sady
- sztywnieją palce.

wtedy boli - gdy się budzę.

Mały

Nie wiem kim stała się twoja matka
Po tym jak umarłeś pojedynczo
Wśród tylu dorosłych
Drzew
Czym biło jej pojedyncze serce
Czym żywiły się oczy w potargane dni
Roztupane twoimi kroczkami

Rozpacz
Krew
Czy można ocalić matkę jeśli nie ocala się
Dziecka

Kiedyś
Przeczytałam złożony z ciebie dziecko
Wiersz
Do tej pory szarpiesz natrętnie
Litery


Arles van Gogha

Z głębi chłodu ukazuje się
Czyjaś obecność

Na tarasie Cafe at Arles
Ciepłym żółcieniem zastyga
Ściana
Wiele miejsc
Na dokończenie dnia
Mocnym uderzeniem pędzla
Blade twarze stolików
Zastanawia temat
Co podać
Współczesnym

Wychłodzony bruk
Nie cichnie

Drży
 

image_019.jpgMarzena Mariola Podkościelna – (ur, 9.12.1969r.) jest przede wszystkim żoną i matką, czasami bywa też poetką. Debiutowała będąc jeszcze w liceum - laureatka konkursu im. M. Swatowskiego oraz Ogólnopolskiego Konkursu „O Laur Wierzbaka” w Poznaniu i wyróżnienie w Turnieju Jednego Wiersza w ramach Międzynarodowego Listopada Poetyckiego również w Poznaniu.
20 lat niepisania?
Od 2008 r. należy do krasnostawskiej Grupy Literackiej A4, w której obecnie pełni funkcję sekretarza. W latach 2008 - 2010 była laureatką (III i II miejsce) Konkursu Twórczości Miłosnej „Ja Cię kocham, a Ty pisz!” oraz współorganizatorką Krasnostawskich Walentynek Literackich.. Wyróżniona w Turnieju Poetyckim „O Chmielakowy  Antałek” oraz propozycją L. Wesołowskiego – pisania tekstów do jego muzyki.
Publikuje w „Panoramie Żółkiewskiej”, „Dominiku Turobińskim”, „Kozimrynku”, „Nestorze”, „ Angorze” oraz „Antologii Knowacz”.
Jest członkiem zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Olchowieckiej powstałego w 2011 roku.


< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.