Trwa Międzynarodowy Festiwal pierwszego "ślusarza" wśród kompozytorów - Andrzeja Nikodemowicza ! Drukuj
środa, 26 wrzesień 2012
 PRELUDIUM DO ROZMOWY

image_009.jpgZ Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu, prosto na Festiwal Andrzeja Nikodemowicza. Właśnie w mieście autora „Sklepów cynamonowych” - Drohobyczu na Rynku ojciec naszego kompozytora , Marian projektował przebudowę ratusza . Dwa lata temu nasz Honorowy Obywatel Miasta Lublin zdobywał wieżę pokonując 140 stromych schodów. Podziwiał widoki Rynku, gór oraz dzieło architektoniczne ojca z tarasu widokowego. Pewnie wodził oczami jak po klawiaturze...tak jak Bruno Schulz - w opowiadaniu „Sierpień”: ... wędrowaliśmy z matką przez dwie słoneczne strony rynku, wodząc nasze załamane cienie po wszystkich domach, jak po klawiszach.
Już podczas Festiwalu w Drohobyczu w cerkwi pw. Św. Trójcy poczułem smak i skale trudności pięknego „Psalmu” Andrzeja Nikodemowicza wykonanego przez zespół wokalny „Kairos” pod dyrekcją Borysa Somerschafa.

 
Po długiej rozmowie o twórczościimage_014.jpg Profesora, opuszczając jego mieszkanie na Czechowie, zatrzymałem się przy pięknym stuletnim cykającym zegarze ściennym. który był „świadkiem’ wielu różnorakich wydarzeń. To wtedy padły sakramentalne słowa nacechowane wysublimowanym humorem Andrzeja: - „sam reperowałem – jestem najlepszym ślusarzem wśród kompozytorów i najlepszym kompozytorem wśród ślusarzy”. W czasie niemieckiej okupacji Nikodemowicz chodził przez rok do rzemieślniczej szkoły zawodowej i kształcił się na ślusarza. Szkoły ogólnokształcące były wtedy dla Polaków niedostępne. Pierwsza edycja Festiwalu  "Andrzej Nikodemowicz - czas i dźwięk" rozpoczęła 23 września i potrwa do końca miesiąca. To koncerty i recitale znanego lubelskiego kompozytora muzyki sakralnej a także wykonania innych klasycznych kompozytorów. Odbędą się także spotkania z samym artystą Andrzejem Nikodemowiczem czy lublinianinem Krzesimirem Dębskim.

image_001.jpgInicjatorem Festiwalu jest Towarzystwo Muzyczne im. H. Wieniawskiego, które chce przybliżyć mieszkańcom Lublina twórczość artysty związanego z naszym miastem od 32 lat. Urodzony 2 stycznia 1925 roku we Lwowie, jest jednym z czołowych europejskich twórców muzyki sakralnej. Absolwent kompozycji i gry na fortepianie w lwowskim konserwatorium muzycznym, w latach 1951-1973 wykładowca tej uczelni, w 1973 usunięty z pracy z powodów religijno-politycznych. W 1980 przyjęty w Lublinie, wykładowca UMCS i KUL, dyrygent w Wyższym Seminarium Duchownym; W 1995 otrzymał tytuł profesora zwyczajnego. Od 1989 jest prezesem Lubelskiego Oddziału Związku Kompozytorów Polskich. Andrzej Nikodemowicz jest wielkim współczesnym twórcą.

Pimage_004.jpgierwszego dnia Festiwalu artyście – kompozytorowi, prezydent  MIASTA LUBLIN Krzysztof ŻUK wręczył Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" – nadany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie twórczości artystycznej i działalności kulturalnej. W pokoju gdzie stoi fortepian na regale na najwyższej półce stoją liczne statuetki, nagrody i medale. Mimo uznania i nietuzinkowości profesor ma dystans do swojej osoby i potrafi się uśmiechnąć! Człowiek niezwykły, skromny, wrażliwy , ale szalenie dowcipny w słowie i grze „aktorskiej”. image_008.jpgZnane są jego słynne zaskakujące miny twarzy tzw. serii „Pituły” – szewca lwowskiego. Kiedy robiłem zdjęcia naszemu kompozytorowi w tle na fortepianie zauważyłem zdjęcie ojca.. Rozpoczęliśmy nasze spotkanie. Rozmowa otwierała kolejne furtki do tematów tyczących kompozytora.






ROZMOWA PRZEDFESTIWALOWA
Z PROFESOREM ANDRZEJEM NIKODEMOWICZEM
 rozmawiał  Jerzy Jacek Bojarski

Andrzeju, skąd się wziął pomysł na festiwal? I co poczułeś jak się dowiedziałeś, że będzie Festiwal im. Andrzeja Nikodemowicza?


Byłem troszkę zaszokowany tym pomysłem zrobienia mi festiwalu. Kiedyś dawno rozmawiałem z Teresą Falger-Księską i powiedziałem jej, że mam całą szafę rękopisów, ale mało kto wykonuje moje utwory. Nie wiem czy to właśnie ta rozmowa na nią nie podziałała i wtedy powstał pomysł urządzenia festiwalu? Ja tego nie wiem, ale tak sobie myślę.
Myślę, że zainteresowanie Tobą jako człowiekiem, Twoją historią, tym co sobą prezentujesz, ale przede wszystkim twórczością, tym wszystkim co przywiozłeś ze sobą do Lublina... to jest powolny proces odkrywania Nikodemowicza.

 (śmiech..)

Niektórzy Lublinianie dowiedzą się, że taki człowiek żyje i tworzy w Lublinie, jesteś naturalizowanym jego mieszkańcem bardzo nietuzinkowym. Zapewne miała na to wpływ nagroda miasta Lublina, Angelus, Honorowy Obywatel Miasta Lublin, medal papieski.

Ten pomysł mnie krępował, bo nie jestem jedynym tutaj kompozytorem. Jest nas kilku Powiedz jacy? .. jest Dubaj, Mazurek i Czyżewski...są inni . Ja wymieniam tylko tych ze Związku Kompozytorów

Czy chodzisz na uczelnię i masz jeszcze zajęcia na uczelni? Bycie Profesorem to jak bycie honorowym dawcą krwi...jak już się raz zacznie, to musi się kontynuować...?

(Śmiech... ) Tak, na UMCS-ie . Przedmiot, który prowadzę nazywa się propedeutyka kompozycji, mam 1 godzinę.. lubię te zajęcia ...to są takie „hocki klocki”.. Wozi mnie córka Małgosia, a wracam autobusem. Ja zawsze lubiłem mieć do czynienia z młodzieżą...ukierunkowaną artystycznie.

Mówisz, że jesteś zaszokowany organizowaniem festiwalu, bo jesteś skromny. Ale prawdą jest, że ani poeta nie pisze wierszy do szuflady, ani historyk tekstów, ani malarz nie maluje tylko dla siebie? Jak jest w Twoim przypadku?

Ja piszę i zawsze pisałem tylko z wewnętrznej potrzeby. Nie myślałem czy to będzie wykonywane? Pisałem i rękopisy chowałem do szafy, niech sobie leżą.

Kiedy zostałeś nagrodzony i za jaki utwór?

Nagrodę wszechzwiązkową dostałem w 1961 roku w Moskwie, za utwór „Poemat” na skrzypce i fortepian. Wtedy mnie jeszcze nie prześladowali.

Z czym się wiąże Twoje komponowanie?

Bardzo często zadają mi to pytanie, ale na nie jest trudno odpowiedzieć.

Jestem laikiem w dziedzinie muzyki i taki afon jak ja nie powinienem rozmawiać z tak wybitnym kompozytorem, ale chcę się dowiedzieć jak to się dzieje w przypadku komponowania?

Są różne typy twórców. Ja mogę mówić tylko o sobie. Dla mnie zawsze impulsem do tworzenia były przeżycia, doznanie przyrody, uczuciowe przeżycia związane z emocjami, ale nic konkretnego, .... -
Jurek daj spokój z tymi zdjęciami...

- Andrzeju robienie zdjęć to jak pisanie „Poematu”. Jest chwila i muszę zrobić, bo jest właśnie klimat i mam natchnienie, a Twój wyraz twarzy dopowiada wiele czego nie opiszę. Z chęcią bym ciebie namalował, lecz nie potrafię... Śmiech kompozytora rozładowuje sytuację... Ja się dziwię, że tutaj nie ma żadnego obrazu Twojego? Czy ktoś Ciebie malował?
W lubelskim Ratuszu wisi mój portret malowany z fotografii z okazji nadania mi honorowego obywatelstwa Lublina.

Kiedyś miałeś problem z komponowaniem mszy papieskiej na zamówienie - miałeś posuchę twórczą?

Są różni artyści. Jedni reagują poprzez pisanie poezji, inni próbują to namalować. Ja zawsze komponuję pod wpływem przeżyć i to mi się przeradza w muzykę. To są skomplikowane problemy tworzenia.

Wyobraź sobie, że przychodzę do Profesora - „ kompozytora zawodowca” - bo mam kupę pieniędzy i chcę zamówić utwór, tak jak się zamawia meble czy inne rzeczy - ..Poemat muzyczny” o Lublinie na 2017 rok. Krzysztof Penderecki napisał na zamówienie miasta Jerozolimy „ Siedem bram Jerozolimy” z okazji jubileuszu 3000 lat Świętego Miasta. I co usłyszę?

Penderecki pisze na zamówienia jak z rękawa… ja tak nie potrafię.

Czyli nawet jak będę miał bardzo dużo pieniędzy ?


Nic to nie pomoże. Na zamówienie napisałem tylko ten jeden utwór :”Msza papieska”, nie licząc muzyki pisanej do teatru. Owszem są kompozytorzy, którzy mają łatwość konstruowania muzyki na zamówienie. Tak myślę i przypuszczam.

Czyli siebie nie zaliczasz do konstruktorów?

Moje utwory też mają konstrukcję, ale samo konstruowanie nie jest dla mnie impulsem.

Nie interesuje ciebie „architektura muzyczna” ale wnętrze. Jedno i drugie. Jak przychodzę do Twego mieszkania, czuję w nim duszę? Tutaj jest Twoja „kosmologia”, która Ciebie ukształtowała i miała wpływ? Czym oddychałeś?

Zawsze bardzo pasjonowała mnie astronomia – niebo gwiaździste. Miałem lunetę i patrzyłem na gwiazdy. I sobie ten kosmos uświadamiałem... jak to jest! I były tego twórcze reperkusje? Z tego rodziła mi się muzyka.

Oglądanie nieba miało wpływ na Ciebie?


No miało.... miało. Nawet pamiętam jak dzisiaj. Podam ci konkretny przykład, jak pisałem w młodości konkretną sonatę na skrzypce. I pamiętam, jak raz wracałem wieczorem do domu i stanąłem w naszej bramie na podwórze. Niebo było takie gwiaździste i wtedy rodziła mi się druga część tej sonaty.

To było we Lwowie ?

 
Tak, na Potockiego. W naszej rodzinie były również talenty malarskie, ojciec malował, obaj bracia tak samo.

image_011.jpgKim był Twój Ojciec - Marian Nikodemowicz (1890-1952)?
Był wybitnym architektem lwowskim. To on (wraz z Janem Semkowiczem) zaprojektował miejski ratusz w Drohobyczu, kiedy poprzedni z 1829 roku zaczął się rozpadać. Był znanym i uznanym architektem. Wybudował naszą kamienicę na ulicy Potockiego, której byliśmy właścicielami do 1961 roku. Nawet komuniści uznali, że nie był burżujem, ale zapracował na to własnymi rękami. Mieszkaliśmy tam do 1978 roku. Ojciec lubił rysować kredkami pastelowymi i malował akwarele.

Masz coś namalowane przez Ojca? image_003.jpg

Tak, ale pochowane.
Czy mógłbyś mi pokazać?

Mogę ci pokazać, ojciec jako młodzieniec jeszcze namalował portret babci, swojej matki. Świetny obraz!
W którym roku namalowany-odczytaj?
W 1912 roku. Ojciec miał wtedy 22 lata. Jego matka miała na imię Lubina, a na nazwisko chyba Lewicka?

Rozmawiam z Tobą i się pytam sam siebie, skąd się bierze artysta kompozytor? Ty po prostu miałeś środowisko?

Tak, mama grała na cytrze. Ja się nawet też trochę uczyłem grać na cytrze!

Andrzeju, znamy się trzydzieści przeszło lat, a dopiero dzisiaj się tego dowiaduję?
Potrzeba było festiwalu. Jaki to instrument do gry?

Trudny. Ja krótko się uczyłem. Grałem wtedy na fortepianie. Mama mnie pędziła, bym nie tracił czasu na cytrę, ale uczył się grać na fortepianie (śmiech).
Mama – Helena Nikodemowicz - grała w młodości w jakimś zespole. W domu też czasem grała. Cytra była w domu, ale nawet nie wiem, gdzie się podziała?

image_004.jpgWyrastałeś więc w środowisku wrażliwych rodziców tworzących i grających?

Tak, widziałem jak tata malował. Pracował bardzo intensywnie. W 1925 roku zdobył I nagrodę na ogólnopolskim konkursie na projekt Muzeum Narodowego w Warszawie. W dzieciństwie miał biedę. Chciał wybudować sobie dom – kamienicę. Dziadek wcześnie umarł. Ojciec był szalenie zdolny. Miał nawet na dyplomie napisane „Znamienicie uzdolniony”! Planował, że wybuduje kamienicę, że dwa lub trzy mieszkania wynajmie... i w ten sposób zdobędzie parę groszy. Da sobie wtedy spokój z architekturą i będzie malował. Kamienica miała trzy piętra. Ojciec chciał malować, ale przyszła wojna i wszystko wzięło w łeb. Mam kilka prac ojca, ale najważniejsze są u brata w Krakowie. Brat mi zostawił parę obrazków.

image_006.jpg(Kompozytor robi naprędce mały ruchomy wernisaż akwarel i prac wykonanych kredkami pastelowymi).

To jest kaplica „Trzech świętych”, „Cerkiew św. Jura”, „obraz od podwórza w cerkwi wołoskiej”, „zaułek ormiański”, „kościół ormiański”, „pejzaże z Wólki-wzgórza we Lwowie”. Najlepsze obrazy wiszą w Krakowie u brata. (Kamienicę zabrano Nikodemowiczom dopiero w 1961 roku. Nikodemowiczowie mieszkali w niej w swoim mieszkaniu do 1978 roku.)

Andrzeju, trzydzieści lat ciebie podpytuję i wyciągam różne wiadomości jak z sejfu!
(śmiech)

Jak wyglądało Wasze mieszkanie we Lwowie, jaki mebel był najważniejszy?


Tata kupił mi fortepian. Był to pierwszorzędny fortepian firmy „Bösendorfer” sprowadzony prosto z fabryki z Wiednia. Za Niemców groziła nam ewakuacja i wtedy pochopnie go sprzedaliśmy, zdaje się, że pojechał do Warszawy. Nie wiadomo, czy przetrwał powstanie? Potem tata kupił mi ten fortepian, który tutaj stoi.

Rodzice w Ciebie inwestowali jako w przyszłego pianistę i kompozytora?.

image_005.jpgRodzice inwestowali w nas trzech. Czyli w kompozytora, architekta i lekarza. W jakim klimacie wzrastałeś? Na początku mieszkaliśmy na ul. Zdrowia obok fabryki wody sodowej. Nie było najlepszych warunków w tamtym mieszkaniu. Potem, jak ojciec wybudował kamienicę, przenieśliśmy się do nowego pięciopokojowego mieszkania. To było eleganckie mieszkanie. Mam je całe obfotografowane w slajdach. Kiedyś ci to pokażę. Mieliśmy piękną jadalnię w stylu holenderskim, pojechała do Krakowa. Jak przyjechaliśmy do Polski to przywiozłem te wszystkie meble . Tata podzielił: dla najstarszego syna jadalnia, dla średniego sypialnia i ja dostałem fortepian.

Dyrektor Filharmonii Lubelskiej Adam Natanek dopomógł ci przyjechać do Lublina i załatwił mieszkanie?

Tak. Jemu zawdzięczam w ogóle nasze całe urządzenie się w Lublinie. Miałem wtedy duże poparcie. Miałem listy popierające mnie od Lutosławskiego. To mi też pomogło. To była jego dobra wola, bo myśmy się wtedy nie znali z Natankiem. Ja miałem w Krakowie dobrego kolegę, który znał Natanka. Ten kolega Bresticzker – rdzenny Lwowiak, napisał do Natanka, by mi w miarę możliwości dopomógł. Przed wojną Lwów był polski, ale i wielokulturowy.

Jak to wyglądało?

Tak, tu się krzyżowały różne kultury. Obok Polaków żyli Żydzi, Niemcy, Ukraińcy. Ja również mam w sobie krew ormiańską i ukraińską … jestem „internacjonalny”.

Ty byłeś jednym z tych, którzy w czasie wojny „karmili wszy” w Instytucie Weigla
. image_012.jpg

Tak, to było w dwóch miejscach - na ul. Św. Mikołaja, gdzie ja chodziłem i w Gimnazjum Królowej Jadwigi na ulicy Potockiego niedaleko naszego mieszkania. „Praca” ta chroniła od łapanki i wywiezienia do przymusowej pracy w Niemczech. Tysiące ludzi chroniło się w ten sposób.

Przeżyłeś dwa okrutne totalitaryzmy : hitlerowski i sowiecki, czy to miało wpływ na komponowanie?

Moja muzyka nie miała nic wspólnego ze światem zewnętrznym. Ja miałem swój świat. Cala twórczość to nie moja myśl - to modlitwa. W modlitwie nie ma miejsca na faszyzmy czy komunizmy. Ja miałem swój światopogląd, który był niedotykalny dla zewnętrznych wpływów.

Czyli twoim fundamentem była wiara przekazana przez rodziców i dziadków?

Tak. Mieliśmy jeszcze ciocię- Marię Magdalenę, siostrę taty, która miała ogromny wpływ na nasze wychowanie.

To była osoba wysokiej kultury i pobożna?

Tak, była nauczycielką. Żyła samotnie , nie wyszła za mąż. Ciocia mieszkała najpierw na prowincji. Kiedy przyjeżdżała do nas do Lwowa, było to wielkie święto. Potem jak przeprowadziła się do Lwowa, to już stale u nas przebywała.

image_010.jpgPodczas festiwalu będzie kumulacja „uwolnienia Twoich utworów z „szafy”?

Będą wykonywane utwory z różnych okresów, najstarszy z 1957 roku

Czy Festiwal jest finałem i kresem możliwości kompozytora? Czy jeszcze możemy na nowe kompozycje liczyć?

Wewnętrzny tonus już wygasł, ale modlę się bym jeszcze mógł komponować.

Ja myślę, że swój świat zbudowałeś na dobrych fundamentach: Bogu, wierze, skromności i pokorze? Nie budowałeś na piasku?

To się okaże. Jeden z ważniejszych koncertów to koncert chóralny, który odbędzie się na KUL 28 września. Będą wykonane trzy moje sakralne utwory. Pokazują inny kierunek tej muzyki religijnej. Są to utwory wokalno-instrumentalne. Ważne są tematy. Pierwszy to rozmowa „Duszy z Matką Bolesną” ( z Gorzkich Żalów), drugi to „Litania Loretańska”. Trzeci to „Hymnus pro peccatis”.

Czy można dzielić muzykę na sakralną i świecką?
Jeśli chodzi o ogólne pojęcie to każda muzyka jest sakralna!image_013.jpg

 Czy skomponowałeś jakiś utwór żartobliwy?

Jeden taki utwór mam. Jest to utwór humorystyczny, concertino na tematy „Sonatiny” Clementiego. Jest to jawnie dowcipny utwór.

Taki pastiż muzyczny?


Tak. To jest sonatina z uczniowskiego repertuaru, zabębniona zupełnie. Jak to było wykonywane, to się cała sala śmiała...

To nie jesteś tylko kompozytorem religijnym-refleksyjnym-medytacyjnym, ale potrafisz rozbawić?

Śmiech...tak
Co swojej śp. żonie Kazimierze dedykowałeś?
Zasadniczo dwa utwory. Jeden w młodości, napisany jeszcze przed ślubem w 1948 roku, a pobraliśmy się w 1952 r. Ofiarowałem jej utwór skrzypcowy - nuty, bo uważałem, że jest dobry. Kazi było miło, darowałem jej tylko nuty i na tym się skończyło! To był prezent imieninowy.

To nigdy tego nie odegrałeś?

To było odegrane trzy lata temu w Polsce i nagrane na płycie, bo jedna pani doktor pisała habilitację na temat moich utworów. Potem jeszcze raz zagrane na KUL-u. Drugi utwór to już po śmierci Kazi „Via Crucis”.

Wiesz, byłbym za tym, by ten utwór na cmentarzu Kazi odegrać… jak nie słyszała za życia?


To jest utwór na skrzypce ale z fortepianem, więc nie dasz rady „taskać” fortepianu na cmentarz... śmiech
To jest utwór teatralny.

- Profesorze, świat jest wielkim teatrem a my aktorami, jedni lepszymi inni poślednimi. Łącznie z festiwalem.

Ja się boję, by ten festiwal nie był wielką klapą?

Profesorze, Pan Bóg jest Stwórcą, Ty twórcą , a jeśli ktoś zrobi klapę to tylko „odtwórcy”.. Ty zrobiłeś swoje i skomponowałeś...
Śmiech
Klapy nie będzie, najwyżej może się struna urwać...to bywa, ale rzadko !
Panie Profesorze, dziękuję za rozmowę....

Niech Pan klapy się nie boi, bo będzie... buzi, rączka, kosz z kwiatami i „klapa” marynarki na „Gloria Artis”

Z  PROF.Andrzejem Nikodemowiczem rozmawiał w przeddzień festiwalu Jerzy Jacek Bojarski

image_009.jpg

prof. Andrzej Nikodemowicz i Jerzy Jacek Bojarski


< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.