Nieznana recenzja "Sklepów cynamonowych" z 1934 roku Drukuj
poniedziałek, 14 styczeń 2013
image_002.jpgWczoraj poinformowano "Niecodziennik Biblioteczny" - Zbigniew Milczarek - pasjonat od Brunona Schulza i Drohobycza, zbieracz i szperacz po antykwariatach, bibliofil z Tomaszowa Mazowieckiego,  o odkryciu nieznanej recenzji "Sklepów cynamonowych", rzecz niezwykła dla schulzologii i godna odnotowania.
Wspomnianą recenzję Sklepów cynamonowych Brunona Schulza odnalazł w łódzkim dzienniku   "GŁOS PORANNY" DZIENNIK POLITYCZNY I LITERACKI - Jerzy Pawlik, kolekcjoner pocztówek i fotografii także z Tomaszowa Mazowieckiego.
W "Głosie porannym" Łódź niedziela 25 lutego z 1934 r. R. VI nr 55 W DODATKU SPOŁECZNO -LITERACKIM na stronie 3 czytamy : "DZIWNY POETA. Za kontuarem cynamonowych sklepów Bruno Schulza" . Pod recenzją podpisał się Sz. G.
      "Nazwisko Brunona Schulza jest w naszem piśmiennictwie zupełnie nieznane.Dopiero niedawno wprowadzono je po raz pierwszy na rynek literacki. P. Zofia Nałkowska patronowała temu przedsięwzięciu. Spotkanie tem dziwniejsze, że  Bruno Schulz jest z zawodu malarzem, i to głównie głównie grafikiem. Nie mniej z nałogu podchodząc do nowego dzieła literatury, szukamy jego antenatów, podobieństw i związków z przeszłością. Nałóg zrozumiały niepodobna twórcy uwolnić się od wpływów otaczającego  życia. Nawet genjusz tego nie potrafi. Więc przedewszystkiem  na myśli przychodzą Kuncewiczowa i Szemplińska. Tematowo obcy sobie autorzy, tylko w sposobach literackich jest jakieś dalekie pwowinowactwo.
  image_001.jpg   Najsilniejsze jest powinowactwo z Franzem Kafką, już nieżyjącym , świetnym prozaikiem - fantastą, z którego utworów – o ile wiem – dotąd  ani jednego jeszcze nie przełożono na język polski. W całości swej Schulz jest raczej zjawiskiem w  literaturze naszej zgoła samorodnej i od przeszłości niezawisłem. Mocna, nowa indywidualność pisarska, na którą krytyka musi zwrócić uwagę.
     Uderza nowość i nie banalność tematów, nigdy dotąd literacko nie zużytkowanych. Wszystko jest dziwaczne i fantastyczne. Pomysły niespotykane, niesamowite i tajemnicze „afery”, jak je sam autor często trafnie nazywa. Świadczy to niewątpliwie o bogatej i oryginalnej wyobraźni poety.
„Pokoje cynamonowe” – to zbiór kilkunastu nowel, może raczej impresji. Ale i to określenie nie jest trafne. Może arabesek, związanych jednością miejsca i osób działających. Forma literacka tych utworów również odbiega od przyjętych klasyfikacji pisarskich. Nie ma w nich ani „bohaterów” , ani centralnych postaci, akcji, zaokrąglającej się w zwartą całość. Akcja z reguły uboga i błaha, a jednak dynamiką  niezwykle bujna i żywa. Narastanie zdarzeń, choć nierealnych, pełne fermentacji i ruchu. Nie tylko treść, ale i forma autora jest nowa.
   Trzeba te nad wyraz delikatne rzeczy nieuchwytne i wymykające się z brutalnych palców krytyki, czytać i trzeba się z niemi zaprzyjaźnić, trxze3ba je smakować, bo mają swój odrębny smak i aromat, jakie inne utwory naszej prozy nie posiadają. Ważnym w tych utworach nie jest tradycyjny „węzeł dramatyczny”, lecz to co dzieje się po drodze, zawsze pełnej blasku i wschodniej kolorystyki. Wszystko jest tam jednakowo ważne, a właściwie sama droga niż przybycie. Przykład może najlepiej  objaśni rodzaj Schulzowskiej poezji. Obrazuje np. tak :
      W tym to czasie zauważyliśmy u ojca po raz pierwszy namiętne zainteresowanie dla zwierząt. Była to początkowo namiętność myśliwego i artysty zarazem, była może także głębsza, zoologiczna sympatia kreatury dla pokrewnych, a tak odmiennych form życia, eksperymentowanie w nie wypróbowanych rejestrach bytu. Dopiero w późniejszej fazie wzięła sprawa ten niesamowity, zaplątany, głęboko grzeszny i przeciwny naturze obrót, którego lepiej nie wywlekać na światło dzienne.                      
A dalej prawi  tak generalny rezoner książki:

Wszedłem raz ,mówił ojciec mój, wczesnym rankiem na schyłku zimy, po wielu miesiącach nieobecności, do takiego na wpół zapomnianego traktu i zdumiony byłem wyglądem tych pokojów.
     Z wszystkich szpar w podłodze, z wszystkich gzymsów i framug wystrzelały cienkie pędy i napełniały szare powietrze migotliwą koronką filigranowego listowia, ażurową gęstwiną jakiejś cieplarni, pełnej szeptów, lśnień, kołysań, jakiejś fałszywej i błogiej wiosny. Dookoła łóżka, pod wieloramienną lampą, wzdłuż szaf chwiały się kępy delikatnych drzew, rozpryskiwały w górze w świetliste korony, w fontanny koronkowego listowia, bijące aż pod malowane niebo sufitu rozpylonym chlorofilem. W przyspieszonym procesie kwitnienia kiełkowały w tym listowiu ogromne, białe i różowe kwiaty, pączkowały w oczach, bujały od środka różowym miąższem i przelewały się przez brzegi, gubiąc płatki i rozpadając się w prędkim przekwitaniu.-
     Byłem szczęśliwy - mówił mój ojciec - z tego niespodzianego rozkwitu, który napełnił powietrze migotliwym szelestem, łagodnym szumem, przesypującym się jak kolorowe confetti przez cienkie rózgi gałązek.


      I w ten sposób balansuje poeta na pograniczch materji i ducha. Wyczarowując przed nami nieznane dotąd sekrety życia i tworzy nową bajkę. Najpospolitsze czynności dania przybierają u niego jakąś liturgiczną powagę i obrzędowość rytuału. Ubiera je w swoistą poezję i nadziemski urok. Chwilami wpada w groteskę. I żywo tem wszystkiem przypomina niezapomniane obrazy – bajki Wojtkiewicza, czy też żyjącego Kaspra Pochwalskiego. I jak we śnie wszystko nierealne wyolbrzymia, fantastycznie deformuje i ubajkawia. Wszystko tam żyje pełnem duchowym, samodzielnem życiem.; rzeczy martwe i zdarzenia i wypchany kondor i, szczotka Adeli i szczeniak z karakonem. Życie dnia codziennego i jego patos prostoty, zapładniają fantazję poety i mają dla niego jakieś dziwne gesty, pełne tajemnic i dewocyjnego aromatu. Stroi je w cuda, wyłącznie swojej, nikomu nie znanej fantastycznej botaniki i zoologji. I wszystko dyszy zwrotnikowym klimatem i jego potworną płodnością Wymiary jakiejś nieziemskiej a cudacznej flory i fauny. Przypomina średniowieczne sztychy, pełne pokracznych cudactw i apokaliptycznych potworów. Infermo, złagodzone słowiańską mentalnością. Czuć w tych bajaniach rasowego malarza. Z każdej karty wieje tajemnica. Co kilka stron jak by jakieś filigranowe misterja i ekstazy. Naprawdę dziwny artysta. A przy tem taka w nim jest moc syggestji, że czytając zapominamy o rzeczywistości i żyjemy rzeczywistością wyczarowaną, przez poetę. I to jest właśnie zasługa pisarza, ze nas z sobą ponosi. Sam jest jakby somnambulit. Patrzy przez kolorow2e pryzmaty snu i jakby przedłużał ich trwanie w rzeczywistość życia i literacką realność. Tworzy stale wizje jakby w transie. I patrzy wielkiemi oczami dziecka i sam się dziwi tym czarom. I my się im wraz z nim i z wdzięcznością dziwimy. Typowe dla tej wizyjności pisarza są  właśnie „Sklepy cynamonowe”. O tem sam autor zdaje się dobrze wiedział, skoro zbiór cały nazwał tytułem tej fantazji.
      Może miejscami za wiele w tej poezji erotycznych wynurzeń, może uniknąć należało pseudo - czy – naukowych dłużyzn – może są tu i ówdzie poślizgnięcia stylistyczne, ale całość zmusza do uwagi i nakazuje respekt. SZ. G.

Opracował, zachowując oryginalną pisownię - Jerzy Jacek Bojarski

 

< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.