Noc, która się stała przebudzeniem

ks. Ryszard Krzysztof WiniarskiTę noc warto było przeżyć, chociaż niektórzy przespali. Tak w życiu bywa; gdy jedni czuwają, drudzy śpią. Mówi o tym nawet Ewangelia. Można by ich wskazać palcem, ale ponieważ wszystko zdarzyło się po raz pierwszy okażemy łaskę kulturowym śpiochom. Dobre jest to, że przynajmniej nie nagrzeszyli inaczej, tylko zaniedbaniem.

Noc z kulturą była genialnym pomysłem. Tajemnicza siła sprawcza zdołała wyprowadzić tysiące ludzi z domów – już dawno miasto nie przeżywało takiej zbiorowej prowokacji, w której nie chodziłoby o negację czegokolwiek. Lublin ożył pokazując swoje najpiękniejsze twarze. Pokazał, że jest miastem ludzi młodych, inteligentnych, którzy nie wstydzą się wzruszać, nie boją się szukać piękna ukrytego. Którym nie wystarczy uproszczona wizja świata; poprawność polityczna, kicz, lustracyjny skansen, indeks Giertycha, homofobia okazywana bajkowym bohaterom i kolejna RP z Matką Trybunalską w tle. Ci ludzie nie chcą stąd uciekać, chcą tylko żyć normalnie i widzieć sens wszystkiego. Dla nich warto pracować, aby oni pracowali dla innych. Największym dobrem tego miasta i tego kraju są ludzie, którzy odkryli, że możliwy inny świat. Nie chcą być zakładnikami przeszłości, którzy muszą czytać kolejną wersję historii własnego narodu.
To było coś więcej niż nocne wyjście konsumentów kultury, którzy dowiedzieli się, że Miasto funduje darmochę przechodniowi. To było kulturalne przebudzenie. Do wielu dotarło jak dużo w Lublinie można przeżyć. Tej nocy, na oczach wielu, zaczął się kruszyć stereotyp ściany wschodniej, Polski pełnej kompleksów, niemalże pszenno-buraczanej, kulturowo niepełnosprawnej. Tej nocy każdy z obecnych oddał swój głos w wielkim choć nieformalnym referendum. Sobą współtworzył autoportret Miasta, które aspiruje do miana kulturalnej stolicy Europy w 2016.

ks. WiniarskiCi wszyscy ludzie podarowali czas kulturze, ale tak naprawdę podarowali go sobie samym. Na kilka godzin weszli w inny świat, zmienili tematy rozmów, miejsca spotkań. Jak choćby ci, z którymi spotkałem się gdzieś na Czechowie w Filii Biblioteki nr 30. Kameralne, wolne od pośpiechu grono ludzi zasłuchanych w poezję choć wokół tyle prozy. A może właśnie dlatego?

Ta noc się tylko zaczęła, ona się już nie skończy. Powtórzy się jeszcze wiele razy. Temu też ma służyć podpisane o północy( sic!) porozumienie Prezydenta Miasta i Marszałka Województwa Lubelskiego, by dobro i sukces Lublina, był celem nadrzędnym. Ten list intencyjny jako pierwsi podpisali urzędowi gospodarze, teraz kolej na nas. Żeby sukces był sukcesem i był możliwy, musi być robiony wspólnie. Nikt nie może go zawłaszczyć i nikt nie może czuć się zwolniony z cząstki odpowiedzialności, byłoby to nieuczciwe, niemądre i niewychowawcze.
Proponuję ustawić na Ratuszu zegar, który będzie odliczał dni dzielące nas od sukcesu. To odliczanie jest nam potrzebne, by nie marnować niczego, co ten sukces umożliwi i przybliży. Teraz podzielmy się pracą, by potem podzielić się jej owocami. To prawda - nie musimy podejmować tej szansy i wyzwania. Ale jeśli zdobędziemy się na jej odrzucenie, potem będziemy musieli sobie powiedzieć: taki był nasz dziwny wybór! Bądźmy razem w tym wielkim projekcie. Każdy może coś dać z siebie. Kiedy stawiano wielki, egipski obelisk na Placu Św. Piotra, najwięcej było tych, którzy trzymali liny. Ale był jeden człowiek, który widząc, że liny mogą nie wytrzymać ciężaru i napięcia, krzyknął: Woda na liny! Posłuchano go, choć nie bardzo było wiadomo, kim jest. Można więc powiedzieć, że obelisk stanął dzięki niewątpliwej sile tysięcy ale i uwadze pojedynczego mieszkańca. Może to być niezła metafora tego, co postanowiliśmy osiągnąć!
Ks. Ryszard K. Winiarski
Duszpasterz Środowisk Twórczych
Archidiecezji Lubelskiej
Lublin2016.pl

Noc Kultury
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.