II Koncert, niedziela 25 września 2016 r., Filharmonia Lubelska godz. 19.00 Drukuj
poniedziałek, 26 wrzesień 2016
image_010.jpgNikodemowicz w kontekście wielkiej romantycznej tradycji.
Koncert z doskonałą frekwencją. Program nie mniej interesujący niż pierwszego wieczoru, zwłaszcza, że trzy utwory Andrzeja Nikodemowicza, trzy koncerty na solowy instrument, trzy różne potraktowania starej (bardzo), ale wciąż dla wielu kompozytorów współczesnych nośnej formy. Może najbardziej nośnej także z tego względu, że w 1943 r. pojawił się pierwszy Koncert na orkiestrę Beli Bartóka, będący swoistym pomostem między epoką dawnych, konwencjonalnych koncertów, w których zawsze jakiś instrument musiał być – solo, a tym, że współcześnie kompozytorzy potrafią traktować solistycznie każdy z instrumentów czegoś, co konwencjonalnie nazywamy orkiestrą (np. Bogusław Schaeffer w utworze Topofonica na 40 instrumentów - 1960 czy Barbara Buczek w Anekumena  - Koncercie na 89 instrumentów -1974).  Andrzej Nikodemowicz stoi po środku tej drogi. Jego koncerty nie burzą całkowicie tradycji tej formy i jej sposobów realizacji  - tradycyjna jest tu, choć nie do końca w skali wykorzystanych środków - orkiestra i w jakiś sposób tradycyjny solista. Ale też zawartość owej formy jest już inna, bez centrum tonalnego, oparta o materiał pełnoprawnych  dwunastu dźwięków skali, z których kompozytor tworzy coraz to inne motywy czy układy.
fot. Jerzy Jacek Bojarski
image_014.jpgAutorka „Muzyki sakralnej w twórczości Andrzeja Nikodemowicza”  Ewa Nidecka (która przyjechała z Rzeszowa na dzisiejszy koncert!) koncerty fortepianowe zalicza do nurtu ekspresjonistycznego (s. 317). Wszystkie trzy koncerty dziś prezentowane, czyli Koncert skrzypcowy z 1976 r., VI Koncert fortepianowy z 2007 r. i z tego samego roku Mały koncert na waltornię i orkiestrę smyczkową są w pewien sposób ekspresjonistyczne. Może najmniej właśnie koncert fortepianowy, będący w odbiorze dziełem bardziej zintelektualizowanym, choć oczywiście nie pozbawionym – wyrazu. Wszystkie nawiązują do pewnych tradycji związanych z poszczególnymi instrumentami, ale stanowią odrębne wizje kompozytorskie na tej tradycji zbudowane.
image_004.jpgKoncert skrzypcowy miał światową premierę na II Festiwalu w 2013 r.. Dziś po raz drugi wykonany przez Dominikę Falger – Krakowiankę z urodzenia – nie tylko świetnie, ale ze znamionami pewnego wzorca, który stworzyła już dla tej kompozycji. Skrzypce potraktowane przez kompozytora jako instrument wirtuozowski, ale bez wirtuozerii pustej, popisowej, wyrastają tu z często mrocznych barw orkiestry niczym szklany kwiat - w swoich wysokich rejestrach, które kompozytor świadomie eksponuje, bo są najbardziej – skrzypcowe, choć i najtrudniejsze do pięknej ekspozycji właśnie. W tym względzie także artystka zapewniła publiczności całkowity komfort i wielką przyjemność słuchania jej interpretacji. Zdaje się, że lepszej niż za pierwszym razem, choć może to wynikać również i z towarzyszenia innej orkiestry, jak i samej sali (jednak lepszej od Auli Collegium Maius Uniwersytetu Medycznego przecież). Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, że orkiestra Filharmonii Lubelskiej pod dyrekcją Przemysława Fiugajskiego była w bardzo dobrej formie, choć dwa dni przedtem zagrała koncert inaugurujący sezon, który programowo mógł zmęczyć (Mahler!). Do końca – do IV Symfonii d-moll op. 120 Roberta Schumanna, zachowała  tę formę i z energią zakończyła bardzo dynamiczny fragment Presto z cz. IV, czym zasłużyła na bardzo ciepłe przyjęcie publiczności. 
Kolejny koncert, który zabrzmiał tego wieczoru, to VI Koncert fortepianowy Andrzeja Nikodemowicza. Na ten instrument oczywiście Profesor komponuje, jako pianista, najchętniej, o czym świadczy ich liczba. Słuchaliśmy już premiery VII Koncertu (na II Festiwalu, 2013)  oraz V Koncertu (na III Festiwalu, 2014). Obydwa koncerty wzbudziły wielkie emocje publiczności. Były inne niż VI-ty. Ten był jakby mniej wyrazisty emocjonalnie, a bardziej intelektualny, wyważony. Krótka kadencja fortepianowa, którą się rozpoczyna, łączy go cieniutką nicią z Beethovenem. Jest może nawet w jakiś sposób klasyczny w swoim umiarze, ale trudno było go po tym jednorazowym wysłuchaniu ogarnąć w całości, dlatego ograniczam się do tych kilku słów. Świetnie przygotowana pianistka Joanna Domańska zagrała go bardzo czytelnie, z wyraźną przyjemnością.
image_008.jpgAndante spianato i Wielki Polonez Es-dur op. 22 Fryderyka Chopina, które zabrzmiały potem, jako znana i lubiana pozycja uświadomiły, że muzyki współczesnej słucha się jednak inaczej, z większą uwagą, napięciem, chcąc nie uronić nic z jej przebiegu właśnie dlatego, że się jej nie zna i nie ma się pojęcia, co zaraz się pojawi. Idea zmienności, tak ważna w kompozycjach Nikodemowicza (ale przecież nie tylko jego, bo wielu kompozytorów XX w. się nią posługuje i jest to cecha znamienna utworów współczesnych)  sprawia, że nasza uwaga jest napięta i bardzo zaostrzona. Ale powoduje też, że pierwsze wysłuchanie nie daje zbyt wielu informacji o dziele. O ileż łatwiej było słuchać Chopina, gdzie powtarzalność motywów, fraz i całych sekwencji daje szansę na przyzwyczajenie się do nich i zapamiętanie. Ale bądźmy dobrej myśli. Chopin także był swego czasu kompozytorem współczesnym i trzeba się było nauczyć go słuchać. My uczymy się słuchać Nikodemowicza i jest duża szansa, że rozwiniemy się w tym względzie, mimo wszystko.
Ostatni, trzeci Mały Koncert na waltornię i orkiestrę smyczkową był właściwie piękną wokalizą na ten instrument, ujętą przez kompozytora w dwie krótkie części. Miejmy nadzieję, że Tadeusz image_020.jpgTomaszewski, który ma go teraz w swoim repertuarze, będzie go grywał także poza Festiwalem, co byłoby zrozumiałe, gdyż nie ma znów tak wielu koncertów na ten instrument solo, także i współcześnie pisanych. Tu zagrał pięknym, głębokim dźwiękiem, za który tak waltornię cenimy. Cenimy zresztą i z tego powodu, że w orkiestrze od czasów wielkich symfoników romantycznych (Czajkowski, Dworzak), a zwłaszcza – neoromantycznych jak Mahler – aż po współczesną orkiestrę, zwłaszcza filmową Amerykanina Johna Williamsa, waltornia w zwiększonej obsadzie jest instrumentem wiodącym najwspanialsze muzyczne tematy. Swoista metamorfoza - od rogu myśliwskiego po wspaniały orkiestrowy,  kameralny  i solowy instrument bez którego muzyka współczesna nie może się obyć, stawia przed muzykami wielkie techniczne i muzyczne wyzwania. Mały Koncert  także stanowi wyzwanie dla solisty – jest nim prowadzenie jakby niekończącej się melodii (a więc operowanie oddechem) , która cały czas góruje nad niewielką orkiestrą. Warto byłoby mieć ten i pozostałe koncerty - nagrane, ale nagrania muzyki współczesnej to sprawa niszowa, niepopularna, bo nie dająca wytwórniom płytowym szybkiego i łatwego zarobku. A dziś muzyka, jak wszystko, została sprowadzona przecież do roli towaru. 
Kompozycje romantyczne Chopina i Schumanna stworzyły kontekst dla koncertów Nikodemowicza. Słuchaczy uwolniły od konieczności napiętego słuchania, stanowiąc czasowy przerywnik. Pokazały też, jak daleko odeszła muzyka współczesna od romantycznych, silnie emocjonalnych fraz (poruszających „bebechy” – powiedziałby Przybyszewski). Współczesny człowiek jest inny i muzyka przez niego tworzona także jest i musi być – inna. Nawet Andrzej Nikodemowicz, który nie pisze muzyki matematycznej (a i taką się dziś pisze), okazuje się być o ileż powściągliwszy od choćby tych dwóch romantyków, których kontekst posłużył do spostrzeżenia. Nie jest nowym romantykiem, to pewne. Ale z tradycji tej czerpie, jak my wszyscy, którym kultura minionych wieków coś mówi. Bez tej ciągłości zresztą, nie moglibyśmy w ogóle istnieć. Nikodemowicz pomaga nam zrozumieć współczesność czyli nas samych, bo także i taką rolę muzyka może spełniać, choć na szczęście nie musi służyć żadnym konkretnym, a zwłaszcza merkantylnym celom.
Z pewnością nie muzyka Tego kompozytora.
Iwona A. Siedlaczek
image_012.jpgIwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym

image_001.jpg























image_002.jpg
image_003.jpg
image_005.jpg
image_006.jpg
image_007.jpg
image_011.jpg
Iwona A. Siedlaczek i prof. Andrzej Nikodemowicz
image_013.jpg
Mariusz Dubaj
image_015.jpg
Iwona A. Siedlaczek i Ewa Nidecka
image_016.jpg
image_018.jpg
Iwona A. Siedlaczek, Ryszard Heliasz i Dominika Falger
image_019.jpg
Natasza Ziólkowska-Kurczuk
image_017.jpg
Iwona A. Siedlaczek i Ewa Nidecka
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.