V KONCERT  kameralny, Kościół pw. Nawrócenia św. Pawła, niedziela 2 października godz. 19.30 Drukuj
wtorek, 04 październik 2016
image_026.jpgMoże  późna niedzielna pora sprawiła, że melomanów na koncert dotarło mniej niż na poprzednie. Frekwencja festiwalowa jest doprawdy znakomita, dlatego różnicę dało się natychmiast zauważyć.

Koncert był długi. We wnętrzu z pogłosem, jaki zawsze w nadmiarze posiada architektura sakralna były też problemy z odbiorem. Nie organów. Po remoncie jest to doprawdy instrument wart, aby na nim koncertować i go słuchać. I znakomicie wybrzmiewa w takim wnętrzu, bo jest po prostu jego – częścią.

Zresztą artysta, który wziął go w posiadanie na ten wieczór – Jan Szypowski - słuchaczy absolutnie zachwycił. Jednak świetne głosy solistów Doroty Lachowicz – mezzosopran i Andrzeja Witlewskiego – baryton były nośne, ale tekstowo mało komunikatywne z powodów akustycznych właśnie.

Od lewej stoją:
Andrzej Witlewski -baryton,Dorota Lachowicz - mezzosporan, Bartosz Woroch - skrzypce,Teresa Księska-Falger - dyrektor Festiwalu Andrzeja Nikodemowicza - czas i dźwięki, Jan Szypowski - organy.
Na fotelu siedzi: prof. Andrzej Nikodemowicz - kompozytor.
fot. Jerzy Jacek Bojarski
   image_013.jpg Zawsze szkoda, jeśli tak się dzieje, ale nic tu poradzić nie sposób. Pomimo tych drobnych mankamentów – koncert był znakomity i głęboko poruszający tych, którzy wytrwali do końca.
Rozpoczął go skrzypek Bartosz Woroch - artysta, którego rozwój (nie cierpię słowa „kariera”, które zresztą do tego artysty zupełnie mi nie pasuje) śledzę z przyjemnością od czasu jego przyjazdów do Lublina na Międzynarodowe Konkursy Młodych Skrzypków. Ten utalentowany człowiek, niezwykle wrażliwy muzycznie to jeden z najciekawszych skrzypków  jakiego znam. Niezmiernie lubię słuchać jego gry i zawsze, kiedy występuje w Lublinie staram się być na tym koncercie. W kościele miał oczywiście i on akustyczny problem do opanowania, ale to jakim gra dźwiękiem, jak frazuje, jak wreszcie muzyką - opowiada - pozwoliło oderwać się od pogłosu, niewygodnych ławek, od zgiełkliwej codzienności i całkowicie zasłuchać w jego grze.
Na początek I Partita h-moll BWV 1002 Jana Sebastiana Bacha - dźwięk tak miękki, subtelny i jednocześnie pełny, przemyślana, wysmakowana narracja. Potem Fuga na skrzypce solo Alfreda Schnittkego (1934-1998) , kompozytora, który znakomicie „czuł” skrzypce, pisząc na ten instrument utwory świetne, osadzone w tradycji rosyjskich klasyków XX w. – przede wszystkim Dymitra Szostakowicza i muzyki niemieckiej. Skrzypkom dające możliwość „wygrania się”, wykazania umiejętnościami technicznymi, jednak nie dla nich samych. Forma fugi na skrzypce solo w XX w. musi być odczytana jako ukłon w stronę barokowych tradycji tej formy, jak i samego Bacha. I taką – jest rzeczywiście. Wyrazisty temat oparty o powiększający się od sekundy interwał, przerabiany potem dwudźwiękowo, pizzicato, arpeggiowo, akordowo, bariolage`owo, włącznie z wirtuozowską codą, która natychmiast kojarzy się z codą Fugi g-moll Bacha na skrzypce solo i jest świadomym do niej nawiązaniem. Skrzypek miał w niej większy problem z okiełznaniem pogłosu niż w Bachu i rzeczywiście nie słyszało się dokładnie wszystkich niuansów. Ale śmiałość i konsekwencja w pokazywaniu tej trudnej skrzypcowo faktury, w obraniu wyrazistego tempa, które zwłaszcza w codzie w brawurowy sposób pokazało wirtuozowską naturę tej kompozycji sprawiły, że słuchało się tego z zapartym tchem, jak zresztą całego występu, dlatego głośno żałowałam, że artysta nie bisował. Na koniec skrzypek zagrał utwór sobie dedykowany, skomponowany przez przyjaciela – Anglika (Bartosz Woroch na co dzień mieszka i pracuje w Anglii)  - Cipher na skrzypce solo Marka Davida Bodena (ur. 1986) napisany w 2015 r. z myślą o lubelskiej prapremierze.  Ujęło mnie to niesamowicie, ponieważ oddaje sposób w jaki muzyka ma szansę żyć naprawdę, to jest - życiem koncertowym. Kompozytor komponuje, bo będzie możliwość wykonania, ale ta możliwość zaistniała dlatego, że skrzypek był zainteresowany wykonaniem i chciał utwór do Lublina przywieźć. Mamy więc za sobą lubelską prapremierę utworu współczesnego kompozytora angielskiego. Dla mnie to wielka sprawa, bo oznacza , że zarówno skrzypek jak kompozytor (czy odwrotnie) uznali, że w a r t o do Lublina przywieźć nową kompozycję. A my mieliśmy okazję jako pierwsi jej wysłuchać. Bardzo to budujące i warte odnotowania dla Potomności! Ponadto Andrzej Nikodemowicz pojawił się na stronie kompozytora czyli wszedł do kultury muzycznej Anglii, a pewnie Bartosz Woroch zagra kiedyś w Anglii jego utwory, które ma w repertuarze, bo grał je na I Festiwalu 26 września 2012 r. : 6 Kołysanek na skrzypce i fortepian i Capriccio na skrzypce solo. 
Sam utwór był wart wysłuchania. Odebrałam go jako – „angielski”. Zaczynał się rysunkiem melodii w jakiś sposób kojarzącym się z Vaughana Williams Lark Ascending (kto nie zna, niech posłucha, warto!). Boden wykorzystywał też pewien typ ornamentyki zbliżonej do śpiewów muzułmańskich. Z tymi rodzajami struktur melodycznych skojarzył mi się natychmiast, gdy go słuchałam. Skojarzenia moje nie mają wiele do – rzeczy – czyli samego utworu, o którym nic więcej nie wiem, ale tak łatwiej się nieznane dzieła opisuje, przez analogie (które nie mają, „Boże uchowaj”, jak mówiła moja Babcia Marianna) deprecjonować inności, nowości i jedyności dzieła. Skrzypcowo to utwór bardzo trudny i bardzo ciekawy, pełen niespodzianek brzmieniowych i artykulacyjnych. Koncepcyjnie przypisany w jakiś sposób do tytułu (Cipher to jakiś szyfr, kod), bo można go przełożyć na próbę pokazania jak brzmi „kod skrzypcowy” – coś jak „mem kultury” Richarda Dawkinsa – przenoszony w tradycji kultury muzycznej od czasów włoskich geniuszy aż po dziś dzień. Swoistym „kodem” jest też w kompozycji zapisany szyfr muzyczny w postaci dźwięków B-A-C-H (BArtosz woroCH, ale nawiązujący oczywiście do słynnego podpisu muzycznego samego Wielkiego Jana Sebastiana). Myśl, że świetny skrzypek miał swój udział w tej kompozycji, jak kiedyś Paweł Kochański w utworach skrzypcowych Karola Szymanowskiego, czy Dawid Ojstrach w koncertach Dymitra Szostakowicza itd. itd. nie jest tu nie na miejscu, a stanowi piękną klamrę dla tego recitalu.
image_006.jpgOrganista jest artystą, który ma większą niż inni muzycy możliwość poczucia muzycznego sacrum, zwłaszcza jeśli koncert jest w kościele, choć niekoniecznie ze względu na fakt religijny, albo nie tylko z tego względu. Specyficzne oddzielenie od publiczności, miejsce, w którym znajdują się organy – wysoko i daleko od wszystkich innych powoduje, że może on rzeczywiście grać Soli Deo Gloria ( dla mnie to synonim busoli artystycznej - nadający właściwą miarę rzeczom ludzkim, to znaczy pokazujący, że człowiek potrafi odnajdywać w sobie coś więcej, jakąś boską cząstkę, zbliżać się do Absolutu, choćby tworzeniem i przejęciem z jakim to robi), przestać zajmować się swoim „wizerunkiem scenicznym”, który bywa że przesłania samą muzykę. Ujmująco skromny Jan Szypowski grał tak właśnie, jak czynią to wielcy muzyczni pasjonaci. Warto w tym miejscu wspomnieć postać John Eliota Gardinera, który, aby wydać nagrania wszystkich kantat Bacha założył specjalne wydawnictwo muzyczne non profit, chodziło o wystawienie uwielbianemu kompozytorowi pomnika – najbardziej chwalebnego, bo żywego, złożonego z nagrań cyklu koncertów "Bach Cantata Pilgrimage" zainaugurowanego w grudniu 1999 r. dla uczczenia 250-lecia śmierci Bacha. Gardiner wykonał wtedy ze swymi zespołami w ciągu roku jego wszystkie zachowane kantaty sakralne zgodnie z porządkiem roku liturgicznego, w każdą niedzielę i święto występując w innym kościele w Europie. Dzięki takim ludziom świat ma szansę przetrwać! Myślę, że będę wyrazicielką odczuć większości słuchaczy, jeśli powiem, że w organowej  Passacaglii c-moll BWV 582 artysta grał nie dla nas, choć mieliśmy szansę towarzyszyć mu w tej drodze wzwyż…
Wszystkie fragmenty z kantat Bacha (BWV 77, 200, 170), które zabrzmiały w czasie koncertu, zostały według zapowiedzi opracowane na organy przez image_014.jpgsamego Jana Szypowskiego. Z pięknym, dojrzałym głosem Doroty Lachowicz były te towarzyszenia misternie splecione, nie tylko dawały harmoniczną podstawę, ale i budowały swoistą aurę kontemplowania religijnych tekstów, muzycznie tak głęboko i żarliwie  przeżytych przez protestanckiego kantora. Dobrze się stało, że muzyka Andrzeja Nikodemowicza zabrzmiała w czasie tego wieczoru razem z muzyką Jana Sebastiana Bacha. Wariacje organowe na temat pieśni do św. Stanisława „Chwała Tobie Gospodzinie” i Wariacje organowe na temat pieśni maryjnej „O Matko Miłościwa” to przejaw religijności innego typu niż protestancka, nawiązanie do zwyczajnego, ludowego śpiewu polskiego, niosącego dla nas, którzy słuchali w dzieciństwie jeszcze śpiewu babcinego, bardzo wyraźny przekaz pewnej ciągłości pokoleniowej, która zdaje się nie będzie już kontynuowana, na pewno nie w tak naturalny sposób. Jednocześnie melodie tych pieśni to słowiański sposób na wyrażanie religijnej żarliwości. image_001.jpgNikodemowicz  jak wcześniej Bach wykorzystał to, co sam mocno przeżywał, a i przy okazji nam do przeżywania przedłożył. Wyczuwam wielką bliskość sercu Nikodemowicza tych prostych, dość surowych, ale na swój sposób pięknych melodii dawnych pieśni i odbieram właśnie taki sens ich wariacyjnych przekształceń przez kompozytora – zapisanie w muzycznej pamięci dla przyszłych pokoleń.    Temat pieśni „Chwała Tobie Gospodzinie” został przez kompozytora podany w tradycyjnej, pięknej harmonizacji, a potem przekształcany na bardzo interesujące sposoby - w jakieś arabeski o niezwykłym kolorycie wysokich rejestrów, akordowe, bardzo organowe w brzmieniu niemalże klastery, smętno-tęskne melodie w zaledwie dwugłosowej, jakiejś takiej archaizującej (nota contra notam?) postaci, z tematem w nucie pedałowej i bardzo barokowym (w stylu i charakterze, czyli ozdobnym), brzmiącym jak XX w. Froberger czy Bach zakończeniu. Podobnie temat pieśni maryjnej podany przez kompozytora tak, jak mógłby być zagrany przez skromnego (aczkolwiek znającego się na rzeczy i lubiącego swe skromne zajęcie) organistę w jednym z wielu wiejskich kościółków, przechodzi potem przemiany kolorystyczne, harmoniczne, by powracać w kolejnych „tradycyjnych”, ale jakże różnorodnych i świetnie brzmiących harmonizacjach (aż do ostatniego takiego pokazu na zakończenie), chować się pod bogatą fakturą i pojawiać samotnie jako jednogłos (co Jan Szypowski pokazał w tak niebiańskim piano, że przechodziły ciarki). Wreszcie ostatni utwór Nikodemowicza przed blokiem Bachowskim - Toccata organowa op. 98 nr 2, to piękny łącznik tych dwóch bloków. Już sam jej tytuł wskazuje na barokowe proweniencje. Toccata jest wirtuozowskim, opartym o skontrastowane, silnie schromatyzowane przebiegi, zwieńczone akordami w typie klasterowym i kontemplacyjne fragmenty typu kontrapunktycznego, nawiązującym w zakończeniu do genialnej Toccaty d-moll BWV 565. J. S. Bacha. Utwór wspaniale koncertowy, wart częstszego wykonywania przez wirtuozów tego instrumentu. 
image_005.jpgBlok Nikodemowiczowski dopełniała muzyka religijna z tekstem. „Psalm pokutny” w formie kantaty na alt, baryton i organy, który soliści Dorota Lachowicz i Andrzej Witlewski wykonali tak bardzo pięknie i przejmująco. Trzy pieśni z tekstami Beaty Obertyńskiej Grudki kadzidła (ten tomik wyszedł na emigracji w Londynie, a wydany został w Krakowie w 1987r.). Związki sentymentalne z poetką lwowską mają tu z pewnością znaczenie dla wyboru tekstów przez kompozytora, a Grudki kadzidła to przecież czysta liryka religijna, wywodząca się z refleksji natury metafizycznej, więc bliska Nikodemowiczowi w dwójnasób. Wszystkie te utwory porównane z następnie wykonanymi utworami Bacha jawią się jako odrębny, lecz nie pozbawiony łączności ze światem Bacha świat bardzo osobistych i głębokich religijnych przeżyć kompozytora. I jakiś jego autoportret – jako natury kontemplatywnej, wrażliwej na piękno świata, także przeszłego świata muzycznego, do którego tak pięknie, z pietyzmem się w swych utworach odnosi. 
Iwona A. Siedlaczek
  Na stronie kompozytora jest wpis pod datą 02/10/16 „Andrzej Nikodemowicz” Festival Lublin, Poland Cipher WORLD PREMIERE Bartosz Woroch, violin, zainteresowanych odsyłam do tej strony:  http://www.markdavidboden.com/4perform.html
image_002.jpgIwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym

image_005.jpg
Dorota Lachowicz - mezzosporan i Andrzej Witlewski -baryton
image_006.jpg
Jan Szypowski
image_003.jpg
image_007.jpg
Jan Szypowski, Dorota Lachowicz i Andrzej Witlewski
image_008.jpg
Teresa Księska-Falger - dyrektor  V Festiwalu Andrzeja Nikodemowicza - czas i dźwięki
image_009.jpg
ks. proboszcz parafii pw. św. Pawła Mirosław Matuszny
image_010.jpg
Danuta Warząchowska dyrektor Społecznej  Szkoły Muzycznej I i II st i Ryszard Heliasz Wiceprezes/dyrektor Towarzystwa Muzycznego im. H. Wieniawskiego
image_013.jpg
Bartosz Woroch
image_011.jpg
image_014.jpg
Dorota Lachowicz
image_012.jpg
Ewa ŻUK i prof. Andrzej Nikodemowicz
image_015.jpg
Iwona Agnieszka Siedlaczek
image_016.jpg
Małgorzata Nikodemowicz i Ewa Żuk
image_017.jpg
prof. Andrzej Nikodemowicz
image_018.jpg
image_020.jpg
prof. Andrzej Nikodemowicz z córką Małgorzatą
image_021.jpgimage_022.jpg
image_023.jpg
image_024.jpgimage_025.jpg
image_026.jpg
image_027.jpg
image_028.jpg
prof. Andrzej Nikodemowicz z autorką tekstów o koncertach festiwalowych Iwoną A. Siedlaczek


< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.