VI KONCERT kameralny, Trybunał Koronny 4 października godz. 19.00 Drukuj
środa, 05 październik 2016
image_006.jpgŚwięto muzyki fletowej! 
Fenomenalna wirtuozeria, błyskotliwość, nadzwyczajna muzykalność. Tak można podsumować kolejny koncert V Festiwalu Andrzej Nikodemowicz Czas i Dźwięk, na którym wystąpił duet fletowy Agata Kielar-Długosz i Łukasz Długosz (także w repertuarze solowym) oraz towarzyszący im przy fortepianie Andrzej Jungiewicz.    

Publiczność nie chciała wypuścić artystów, zapominając, że taki repertuar, jaki wykonali podczas koncertu kosztował mnóstwo energii i zwyczajnie nie mają już sił grać. Frenetyczne oklaski wskazywały, że melomani byli zachwyceni  tym, co usłyszeli. Mieli rację. Nie ma słów zachwytu nad techniką itd. itd. Pomówmy więc lepiej o… muzyce.

Przy fortepianie Andrzej Jungiewicz, duet fletowy Agata Kielar-Długosz i Łukasz Długosz
fot. Jerzy Jacek Bojarski

To, co artyści wykonali można podzielić na muzykę rozrywkową XIX w. czyli  Jules Auguste Edouard  Demersseman (1833-1866) - “Wilhelm Tell” Duo image_016.jpgBrillant oraz Albert Franz Doppler (1821 – 1883) Andante i Rondo op. 25. Te duety z fortepianem mieszczą się w tradycji, która przetrwała do końca XX w. Niemczech, gdzie w kurortach grywało się przyjemną muzykę klasyczną do słuchania. Nie znaczy to, że jest to muzyka łatwa do wykonania, o nie. Jest często tak wirtuozowska, nieprzeciętnie rozbiegana, technicznie najeżona trudnościami, a największą jest to, aby mimo trudności grać ją z uśmiechem i bez wysiłku. Ponieważ państwo Długoszowie zrobili to z ogromnym wdziękiem, więc publiczności wydawało się, że repertuar w ogóle ich nie zmęczył. Pierwszy to takie potpourri z bardzo popularnej wtedy opery Gioacchina Rossiniego, więc na fali tej popularności artyści pisali dla siebie muzyczne „streszczenia”, aby się nimi popisywać. Obydwa utwory wskazują, że byli to kompozytorzy bardzo konwencjonalni, ale fleciści – fenomenalni. Dlatego tylko im dorównujący mogą się za te błyskotki zabierać. Ogromnie się też podobały, ale mnie takie nudzą , więc dobrze się stało, że to najwięksi fleciści, którzy wyciskają z takich szlagierów muzyczną esencję, a przyjemność wielką sprawia już samo słuchanie ich dźwięku, frazowania i synchronu (małżeńskiego?). Więc napiszę raczej o muzyce posiadającej głębszy sens.
Łącznik między rozrywką muzyczną a muzyką z przesłaniem stanowiła Sonata triowa g-moll P. 402 Antonia Vivaldiego. To  t e ż właściwie jakaś muzyka rozrywkowa, ale widać jak zmieniała się publiczność, bo od XIX w. muzyka popularna zaczęła dryfować w kierunku płytkiej wirtuozerii i uproszczonej formy, harmonii itd., której muzyka Vivaldiego (pozornie prosta, bo oparta na wielu powtórzeniach, które złośliwy Igor Strawiński miał podsumować stwierdzeniem, że Vivaldi napisał pięćset razy ten sam koncert) jeszcze nie wykazuje, bo pisana była nie dla poklasku, a z potrzeby serca. Stanowi w tym układzie programowym zaś swoisty pomost do utworów, które warto było usłyszeć w wykonaniu artystów tej miary, bo mogli oni wskazać na walory, które przy innych wykonaniach niekoniecznie do głosu dochodziły. Vivaldi zabrzmiał ślicznie, choć nasze osłuchanie w muzyce wykonywanej na instrumentach z epoki robi swoje i odczuwamy jako zbyt ostrą dla tej muzyki barwę fletu współczesnego i fortepianu (miast klawesynu). Ale to szczegół, ortodoksja nie jest tu najistotniejsza, a wielka muzykalność. Łącznik wykonał swoje zadanie i mogę przejść do trzech ważnych tego wieczoru kompozytorów: Witolda Lutosławskiego, Andrzeja Nikodemowicza i Karola Szymanowskiego. image_008.jpgJedynie te utwory były naprawdę interesujące, choć wszystkie inne artyści wykonali przecież bezapelacyjnie – rewelacyjnie. Ale do tych warto było przykładać miarę ich talentu, po prostu. Lutosławskiego Trzy utwory na flet i fortepian (w oryginale na harfę) to wczesne dzieła kompozytora – z 1953 r. Powstały jako muzyka radiowa do określonych tekstów. Nie jest to jednak muzyka ilustracyjna, bo Lutosławski nigdy takiej nie pisał, ale znakomita muzyka inspirowana tekstami, którym towarzyszyła : miniatura I Magia - sielance Teokryta pod tytułem Czarodziejki; miniatura II i III Odysowi na Itace – radiowej adaptacji jednego z tekstów Jana Parandowskiego. Antyczność tekstu Teokryta i antyczna tematyka Parandowskiego skłoniły kompozytora do pisania na instrumenty współczesne, którym najbliżej do greckich (szarpanych: kitary, formingi, harfy i dętych drewnianych – fletni i aulosu). Wyszły swoiste perełki, bardzo francuskie (a nie antyczne wcale) w brzmieniu, bo do tej kultury Lutosławski najbardziej się zbliżał w swoich twórczych inspiracjach. Tu ukłon w kierunku impresjonistów francuskich: Claude’a Debussy’ego (którego miniatura na flet solo Syrinx L. 129 z 1913 r. stanowiła jakiś odnośnik) i Maurice’a Ravela oraz Francisa Poulenca. Pianista wspaniale wszedł w rolę harfy, która ma w tym utworze zadanie tworzenia tła dla wyrazistych i ruchliwych figur fletu. Agata Kielar-Długosz zaś zagrała po prostu jak prawdziwa czarodziejka. image_019.jpg
Andrzeja Nikodemowicza Trzy kołysanki na flet i fortepian (w oryginale na obój, dwie z nich słyszeliśmy 23 września 2012 r. na I Festiwalu w wykonaniu oboistki Elżbiety Banaś – Foty) zagrał Leszek Długosz. Razem z pianistą, który pięknie pokazał charakterystyczne dla Nikodemowicza brzmienia, jakimi oddaje on tu klimat – wyciszenia i ukojenia, flecista wydobył po prostu zjawiskowe barwy, frazę pełną takiej delikatności, takich dynamicznych subtelności, że oniemiałam. Utwory mają pewien muzyczny klimat muzyki Szymanowskiego, który może w tym wykonaniu był bardziej jeszcze do uchwycenia. Zwłaszcza, że potem pojawiła się i miniatura Karola z Atmy – jedna z Pieśni kurpiowskich „Zajrzyzje, kuniu”, którą tak dobrze znamy z transkrypcji na skrzypce Pawła Kochańskiego. To arcydzieło wyrazowe, które Długosz i Jungiewicz zagrali tak pięknie, że nie chciało się, aby skończyli. Dramat opuszczonej dziewczyny oddany przez sprawcę tegoż jest uchwytny image_028.jpgbardziej w muzyce niż w jakby bezosobowym tekście. Nie musimy zresztą go znać, aby ekspresja utworu przemówiła do nas smutkiem i melancholią, z której w jednym jedynym momencie, gdy w tekście pojawia się wyznanie miłosne chłopca, wydobył się muzyczny krzyk goryczy (niespełnionej miłości). To crescendo i jego załamanie wydobył Długosz tak dramatycznie, aż przeszywająco. Dla takich chwil tego koncertu warto było się na nim znaleźć. Zupełnie natomiast nie potrafię usytuować utworu współczesnego kompozytora krakowskiego (i znanego biznesmena) Janusza Bieleckiego Kolory lata. Nie jest to muzyka rozrywkowa naszych czasów, ale też i nie kompozycja naszych czasów. Bogusław Schaeffer ma tę umiejętność, że jako pedagog uczący kompozycji pisze na niej właściwe daty. Może na kompozycji Janusza Bieleckiego umieściłby jakiś 1901 r. albo i wcześniej? Utwór ten to kilka wariacji bardzo eklektycznych, w brzmieniu momentami wręcz „szkolnych”  (trzecia wariacja w formie walca!). Ale mamy absolutną wolność i każdy może pisać co chce, albo raczej, co się bardziej podoba – publiczności.  Dla flecistów jest to utwór pewnie przydatny, muzycznie dla mnie jednak nic nie wnoszący. Już go zapomniałam. A szkoda, bo pamiętam, że solista Leszek Długosz grał go z wielkim talentem, niewspółmiernym - dodajmy. Ale i tak koncert był dokładnie taki, jak napisałam na początku, do którego to początku ewentualnych adwersarzy – z szacunkiem odsyłam – Iwona A. Siedlaczek.

image_025.jpgIwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie image_017.jpgprowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym
image_004.jpg
prof. Adrzej Nikodemowicz z córką Małgorzatą
image_003.jpg
image_007.jpg
Przy fortepianie Andrzej Jungiewicz i flet Agata Kielar-Długosz
image_002.jpg
Teresa Księska-Falger
image_001.jpg
Ewa ŻUK  - na pierwszym planie, zadaje sobie trochę trudu i przyjeżdża na koncerty ze ŚWIDNIKA
image_009.jpg
 Łukasz Długosz - flet
image_005.jpg
prof. Zbigniew Szela
image_010.jpg
image_012.jpg
image_011.jpg
Łukasz  Długosz i prof. Andrzej Nikodemowicz
image_013.jpg
duet fletowy Agata Kielar-Długosz i Łukasz Długosz
image_014.jpg
flet Agata Kielar-Długosz
image_015.jpg
prof. KUL JPII Sławomir ŻUREK
image_018.jpg
Andrzej Jungiewicz
image_020.jpg
flet Agata Kielar-Długosz
image_021.jpg
image_022.jpg
image_023.jpg
flet Agata Kielar-Długosz na tle banera Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego
image_024.jpg
Andrzej Jungiewicz, duet fletowy Agata Kielar-Długosz i Łukasz Długosz
image_026.jpg
image_027.jpg
image_029.jpg
image_030.jpg
Nauczyciel flecisty prof. Zbigniew Szela, prof. Andrzej Nikodemowicz i Łukasz Długosz
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.