Bogactwo różnorodności czyli III konferencja "Ko-respondencja. Na styku sztuk" Drukuj
poniedziałek, 30 kwiecień 2018
image_002.jpgBiałystok 14-15 kwietnia 2018.
Wracając do Białegostoku po wielu latach odczułam jak wiele stracił Lublin, który nie wyzyskał w latach 80-tych szansy na powstanie tu Filii UMFC – wtedy jeszcze Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w  Warszawie. Patronem pomysłu był mój profesor - Zenon Brzewski (1923-1993), który przyjeżdżał wiele lat jako wykładowca skrzypiec na Wydział Artystyczny UMCS i tak się tutaj dobrze czuł, że postanowił działać w tej sprawie.
Jak widać ówcześni włodarze miasta sprawę „przespali” i zamiast Lublina – to Białystok ma Filię i nie tylko ją – ma,  ale dorobił się do tej pory także świetnej Opery Podlaskiej, znakomicie i na wysokim poziomie artystycznym prosperującej. Dziś już nie da się nic zrobić, bo takie placówki raczej się likwiduje, niż powstają kolejne. Bo i po cóż tyle Akademii Muzycznych, skoro tak niewielu ludzi chce jeszcze słuchać tej muzyki, która jest podstawą bytu Akademii czyli tzw. klasycznej – twierdzą coraz częściej i głośniej (głusi muzycznie) włodarze. 
Białystok – to niezwykłe miasto, do którego las wchodzi od niemal wszystkich stron i zatrzymuje się niedaleko centrum. W tej fazie wiosny, którą akurat image_004.jpgmamy to zatem jeden cudowny biały dywan zawilców pod jeszcze skromnie odzianymi w zieleń drzewami. Jakże przyjemnie było spacerować alejkami tego lasu-parku w drodze do Teatru im. Aleksandra Węgierki, w  którym premierowy spektakl „Koguta w rosole” Samuela Jokica (1) organizatorzy Konferencji zafundowali jej uczestnikom.
III już konferencja „Ko-respondencja. Na styku sztuk” odbyła się na Wydziale Instrumentalno-Pedagogicznym UMFC w Białymstoku przy ul. Kawaleryjskiej w dniach 14-15 kwietnia 2018 r. Uniwersytet ma od niedawna nowy, ładny i jak zdążyłam się zorientować, bardzo funkcjonalny budynek, sympatycznie wyglądający na tle ściany lasu, która zaczyna się zaraz za nim. Przez dwa dni w Sali audytoryjnej, świetnie dostosowanej do takich zadań i drugiej, do której w końcu nie dotarłam, ponieważ trzeba by mieć doprawdy dar bilokacji, aby uczestniczyć w jednocześnie się odbywających sesjach panelowych, gdzie zresztą miały miejsce szalenie interesujące referaty. Gdy trzeba tak wybierać, to zawsze ma się potem żal, że nam umknęło coś interesującego, ważnego, a szkoda. Ale nie ma sensu o tym myśleć, bo to, co się działo w Sali audytoryjnej było wystarczająco interesujące, inspirujące i ważne, a życie, zwłaszcza z wiekiem zmusza nas do coraz większej ilości wyborów i rezygnacji, a ludzie twórczy, do których należą bez wątpienia artyści, naukowcy, badacze, którzy do Białegostoku przybyli z całej Polski (co zgrabnie pokazuje mapka w folderze konferencji) robią to stale i stale, więc są „w boju zaprawieni”.
Konferencja o takim tytule musi prowokować różnorodną tematykę wystąpień. I tak jest, o czym można się przekonać już choćby przeglądając dwa tomy artykułów z poprzednich konferencji - „opasłe” i pięknie wydane, w twardych okładkach! Z  roku 2015 - PIĘKNO ZESPOLIĆ ZE SOBĄ i 2017 - PULCHRITUDO DELECTANS. Tytuł oczywiście nawiązuje do XIX – w. teorii correspondance des art , którą wiek XX, a zwłaszcza XXI nie tylko wskrzesił, ale znacznie rozbudował i uczynił polem dla niespotykanej dotąd w sztuce różnorodności działań i eksperymentów. Sieć twórczych powiązań, które rodzą się na naszych oczach (uszach, a nawet – dotyku!) (2), powiązań tak wielu dziedzin, co zobaczymy w poniższej próbie sprawozdania, jest doprawdy niebywała i imponująca.
image_006.jpgZasługą wielką dr Joanny Cieślik-Klauzy - „spiritus movens” całego przedsięwzięcia  jest nie tylko t o, że taką tematykę wymyśliła, ale i t o, że konferencje naukowo i logistycznie organizuje. I to jak! Po prostu wszystko było dopięte, uporządkowane, ze wspaniałą przyjacielską atmosferą włącznie! Nie tylko warto było się tam znaleźć w te dwa wyjątkowo piękne dni wiosenne, ale warto też będzie zajrzeć do kolejnego tomu prac, które ukażą się po konferencji. (3)
Aby Państwa Czytelników do sięgnięcia po ten tom zachęcić, powiem słów kilka o tematyce wystąpień, tak różnorodnej (chyba najbardziej ze wszystkich dotychczasowych konferencji), a także niezwykle zajmującej, co mogę potwierdzić własnym słowem honoru, bo większości referatów w skupieniu i z wielkim zainteresowaniem wysłuchałam. Na styku sztuk spotkać się mogą i potrafią tak różnorodne dziedziny jak muzyka, plastyka, literatura, film, ale i... nauka. Oczywiście dziś są to często (bo nie zawsze przecież) dziedziny wysoce eksperymentalne. I w pierwszej kolejności warto opowiedzieć o tych wystąpieniach, które unaoczniły niezwykłą siłę korespondencji między muzyką a naukami tak ścisłymi, jak matematyka i… chemia. Związki muzyki z matematyką to sięgająca starożytności greckiej filozofia Pitagorasa i jego szkoły, a matematyczno-muzyczny obraz świata towarzyszył człowiekowi od wieków. Dlatego też trójka badaczy z Poznania (muzycy dr hab. Monika image_010.jpgKędziora (AM), dr hab. Piotra Niewiedział (AM) i  dr Maciej Grześkowiak (UAM), na co dzień realizująca arcyciekawy projekt „Matematyka w muzyce i muzyka w matematyce” (4). Że matematyka w muzyce występuje nie musimy udowadniać, najprostszą jej obecnością są interwały zapisywane cyframi czy metrum będące analogicznym do ułamka (ale bez „kreski ułamkowej”) sposobem zapisu miary taktowej, a każdemu dźwiękowi można przypisać matematyczną liczbę Hz, ponieważ są one w swej istocie stałymi oznaczającymi określone cimage_007.jpgzęstotliwości fal (np. „słynne” A1, do którego dostraja się każda orkiestra to dźwięk o częstotliwości fali = 440 Hz). Uzupełniając to wprowadzenie, należy stwierdzić, że wielkie pole do działania dla kompozytorów-matematyków przyniósł wiek XX. Rozpoczął je Arnold Schönberg (1874-1951)  - kompozytor austriacki żydowskiego pochodzenia, pionier muzyki dodekafonicznej i atonalności. A właśnie 479 001 600 9 możliwości różnych kombinacji przyniosła twórcom technika dodekafoniczna, matematycznie nazywa się to 12! (silnia). Dla wielu kompozytorów XX wieku, np. dla Iannisa Xenakisa (1922-2001) - kompozytora greckiego pochodzenia, matematyka była wielkim źródłem inspiracji. Xenakis najpełniej ze wszystkich kompozytorów wykorzystał w swojej twórczości zaawansowane narzędzia matematyczne. A ponieważ związków pomiędzy matematyką a muzyką dowodził już Euklides, poznańscy wykładowcy wrócili do jego algorytmu w wykładzie „Na styku nauki  i  sztuki. Rytmy Euklidesowe”, aby dokonać wizualizacji rytmów, które znamy pod pojęciami samba czy habanera. Było to fascynujące, choć nie podejmuję się tłumaczyć Państwu tego, co pokazywali na wykresach, dr hab. Monika Kędziora jako kompozytorka - także dźwiękami partytury. Wspaniałe jest to, że dzięki projektowi dzieci i młodzież poznańskich szkół zapraszana jest na wykłado-koncerty i pięknie się na nich uczy. A jak wiadomo i matematyka i muzyka w szkole polskiej kuleje, więc znaczenie takich projektów jest nie do przecenienia. 
Prócz matematyki z nauk reprezentowana była ( i to jak pięknie) – chemia. Dwie śliczne Dziewczyny – kompozytorka Marzena Majcher i wokalistka dr Małgorzata Kubala (obydwie UMFC Warszawa) omówiły kompozycję pierwszej (tytuł tego referatu, to : „Jak brzmi „Chemia Miłości”? Interpretacja i analiza interdyscyplinarnej kompozycji Marzeny Majcher, oscylującej na pograniczu muzyki i chemii”), którą druga wykonywała jako solistka-sopranistka.  W tej kompozycji muzyka ma za zadanie oddać przy pomocy dźwięków – wzory chemiczne, ale tylko szczególne, skoro jej tytuł brzmi „Chemia miłości”. image_009.jpgKompozytorka wzięła więc na warsztat tzw. hormony miłości i tak powstał 6-częściowy utwór:
I Dopamine, II Phenylethylamine, III Estratetraenol, IV Epinephrine, V Norepinephrine,
VI Endorphins. Nie dość, że świetny pomysł, aby wzory chemiczne transponować i przekształcać w muzykę, to jeszcze ta muzyka znakomicie brzmi, co dało się wysłyszeć przy prezentowanych fragmentach. Kompozytorka jako szczególne tworzywo, przekształcalne przy pomocy programu komputerowego na układy dźwiękowe, wykorzystała w swojej kompozycji zapisy wzorów chemicznych w wersji liczbowej jak i strukturalnej, co wygląda tak:  C8H11NO2(to DOPAMINA)  i ludziom z wyobraźnią podpowiada, że mogły rzeczywiście posłużyć za wzór do prowadzenia linii melodycznej, cyfry do np. modelowania interwaliki czy innych parametrów. O tym właśnie Panie fascynująco opowiadały.(5)
    Związki muzyki ze sztukami plastycznymi, a konkretnie – techniką al fresco zilustrowała na przykładzie własnej kompozycji „3 Freski nadmorskie” (w referacie o z humorem potraktowanym tytule „Zawartość fresku w „3 Freskach nadmorskich” – autoanaliza”) prof. dr hab. Alicja Gronau (UMFC) – żywiołowo ale jednocześnie niezwykle precyzyjnie pokazując, jak w partyturze, którą traktowała niczym szybko schnący tynk, a więc musiała działać szybko i skutecznie, partie instrumentów układają się w wizualne „fale” odpływów i przypływów. Fantastycznie to wygląda i fantastycznie brzmi. Celowo nadany muzyce do trzech własnych tekstów – miniaturowych wierszy o image_005.jpgnieco melancholijnym rysie - impresyjny charakter muzyki może oczywiście skłaniać do przywołania poematu „Morze” Claude`a Debussyego, ale mnie osobiście bardziej skojarzył się z nastrojem (t y l k o – nastrojem, niczym więcej)  powieści Virginii Woolf „Do latarni morskiej”. Nikt by nie pomyślał, że dzieło filmowe (które już dziś można spokojnie podsumowywać) Stanleya Kubricka można określić jako GESAMTKUNSTWERK czyli podobnie jak u Richarda Wagnera – dzieło totalne, w którym na równorzędnych płaszczyznach funkcjonuje obraz i muzyka, jak u Wagnera muzyka i słowo (inne, także istotne aspekty znajdują się już na kolejnych planach). Takim pomysłem i szalenie ciekawą analizą (muzyczno-wizualną) zaintrygowała słuchaczy w referacie „Korespondencja sztuk w twórczości filmowej Stanleya Kubricka” dr Joanna Cieślik-Klauza z Wydziału Instrumentalno-Pedagogicznego UMFC w image_003.jpgBiałymstoku. Dopatrzenie się podobieństw w kreowaniu postaci bohatera „Mechanicznej pomarańczy” (z 1971 r.) - Alexa DeLarge`a (w którego prawie dosłownie wcielił się Malcolm McDowell, taka to świetna rola!)  na Beethovena z najpopularniejszego portretu z partyturą „Missa Solemnis”( autorstwa image_001.jpgJosepha Karla Stielera z 1820 r.) było tylko jedną z wielu niespodzianek wizualnych, które odkryła i pokazała referentka.      Wszystkich strasznie gonił czas (20 minut na referat, czyli siłą rzeczy dość skrótowe przedstawienie), a referatów było 30! To nawet jak na dwa dni obrad bardzo, bardzo dużo.  Niestety prof. Marek Dyżewski nie dotarł z Wrocławia na WYKŁAD  INAUGURACYJNY o bardzo zagadkowym tytule „Komponowane przez malarzy sonaty, fugi i symfonie”, więc nic na ten temat powiedzieć nie mogę. Ale usłyszeliśmy o inspiracji snem (jako – snem) i obrazem Marca Chagalla „Zegar z wahadłem i błękitnym skrzydłem” (1949) w utworze na marimbę solo „Algorytm snu wielkiego miasta” (2001) Grażyny Pstrokańskiej-Nawratil, o czym mówiła Monika Kuchta ze studium doktoranckiego UMFC. O image_008.jpgInspiracji wiekową tradycją kultury chińskiej (tu głównie tradycyjnej opery pekińskiej, bo chodziło o Concerto for Piano and Peking Opera Soprano “Farewell My Concubine”) w dziele Tan Duna – chińskiego kompozytora mieszkającego w USA, o którym nie tylko ze swadą, ale pięknie śpiewając główne tematy dzieła opowiedziała w wykładzie „Kreacjonizm Tana Duna jako komplementarna korespondencja sztuk” dr hab. Joanna Subel (AM Wrocław).
Pojawiły się też szalenie interesujące omówienia związane z nowymi pojęciami w kulturze, takimi jak „choreografia społeczna” czy „postpamięć”. Autorkom wystąpień udało się poruszyć niezwykle istotne, a zupełnie nieznane problemy. „Choreografia społeczna” (w referacie Marty Seredyńskiej z UW „Choreografia społeczna – w jaki sposób rzeczywistość  wpływa na sztukę, a sztuka na rzeczywistość”) jako forma społecznego ruchu, który w małych miejscowościach działa jako idea wspólnotowa i zarazem kulturalna. Tu rzeczywiście udało się pokazać wpływ sztuki na rzeczywistość, co wcale oczywiste nie jest, a to o czym opowiedziała autorka referatu – działania choreografa na rzecz małomiasteczkowej społeczności było piękne i szlachetne.   
Drugi referat - Urszuli Sochackiej (UJ), wokół terminu – „postmapięć” się rozgrywający („Poetyka postpamięci w filmie dokumentalnym „Nie wolno się brzydko bawić”, którego jest autorką, a więc przeprowadziła kolejną na tej konferencji - autoanalizę), którego określenie brzmi: «pamięć potomków generacji, która przeżyła zbiorową traumę, oparta na empatycznym odtwarzaniu doświadczenia tej generacji; pamięć drugiego pokolenia» to poruszający do głębi obraz unaoczniający piekło Obozu pracy dla dzieci i młodzieży przy ul. Przemysłowej w Łodzi, w którym przebywał jej ojciec. Autorka zrobiła swój film właśnie z powodu, który ujmuje termin „postpamięć” i zrobiła to w sposób tak poruszający, że nie da się tego opisać.
Nie zabrakło też mojej ukochanej kompozytorki Grażyny Bacewicz (1909-1969) i inspiracji poetyckich w jej pieśniach (dr Iwona Świdnicka - UMFC), inspiracji i fascynacji „Moną Lisą” Leonarda da Vinci w dziele Ludomira Różyckiego Preludium symfoniczne na orkiestrę "Mona Lisa Gioconda" op. 29 [lub 31] z 1911 r., o którym zupełnie się nie pamięta, a także jego operze fantastycznej „Meduza”(5), której partytura dotąd nie została wydana, o czym wspominał autor referatu dr hab. Tomasz Baranowski (UW i UMFC –Białystok), czy inspiracji mitologicznych w muzyce fortepianowej XX i XXI w. (dr hab. Marcin Tadeusz Łukaszewski - UMFC), a nawet zupełnie innego ujęcia kreskówki „Maugli” („Księga dżungli”), bo nie słodko przymilnej jak u Disneya, tylko prawdziwie dramatycznej, czemu przysłużyła się muzyka tak wybitnej kompozytorki jak Sofija Gubajdulina (ur. 1931), o czym opowiedziała Katarzyna Lidia Babulewicz ze studium doktoranckiego UJ.    
Z powyższych notatek widać, jak dużo się działo na III konferencji „Ko-respondencja. Na styku sztuk”. Była to prawdziwa „burza mózgów”, która tak potrzebna jest, aby kultura wysoka mogła dalej się rozwijać. Starałam się Państwu pokazać przede wszystkim te idee, które wskazują na nowatorstwo, eksperyment i niekonwencjonalne podejście do materii sztuki, jakie charakteryzuje ją w XXI w. I oczywiście zachęcić do lektury pełnych tekstów, które znajdą się w publikacji pokonferencyjnej, co mam nadzieję, choć trochę mi się udało.
Iwona A. Siedlaczek

PRZYPISY:
(1) Sztuka słoweńskiego autora Samuela Jokica, inspirowana jest filmem "Goło i wesoło”.
(2) Tu muszę powiedzieć o obrazie interaktywnym Bożeny Boby-Dygi z Fundacji Art Forum w Krakowie, która robi z głosem co chce, bo i też jest uczennicą genialnej Olgi Szwajgier, ale też ma zaskakujące pomysły. Do takich należy obraz, właściwie tryptyk dziewczęcy, który artystka pozwala eksplorować na różne sposoby. Jak sama powiedziała: można i trzeba go dotykać, głaskać, a nawet pytać, bo w przeciwieństwie do przysłowia „gadał dziad do obrazu…” – gada do nas, śpiewa, bo jest interaktywny. To zabawne doświadczenie dotykania „niedotykalnej” dotąd sztuki, co znamy doskonale z muzealnych pokrzykiwań: proszę nie dotykać! uczestników biorących udział w sesji bardzo pozytywnie nastroiło.
(3) Na marginesie dodam, że skład, druk i oprawę poprzednich edycji wykonała lubelska POLIHYMNIA, której ładne logo w kształcie liry - dawniej chyba znakiem drukarskim nazywane - widnieje na ostatniej stronie okładki.
(4) zainteresowanym polecam zajrzeć na: https://matematyka.poznan.pl/wyklady/matematyka-w-muzyce-i-muzyka-w-matematyce/
(5) „Utwór jest kontynuacją eksperymentów muzycznych kompozytorki, polegających na kodowaniu na język muzyki innych przestrzeni i struktur pozamuzycznych z otaczającego nas świata” jak podsumowano na stronie: https://www.polmic.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=4854:marzena-majcher-chemia-mioci--prawykonanie&catid=83&Itemid=196&lang=en
(6) Którą wystawił 26 października 1912 Teatr Wielki w Warszawie i od tego czasu nigdy nie była wznawiana.
(7) Maugli / Księga dżungli - film animowany, przygodowy, familijny z 1973 r. w znakomitej reżyserii Romana Dawydowa i muzyką Sofii Gubajduliny.

image_001.jpgIwona Agnieszka Siedlaczek – lublinianka, skrzypaczka i wieloletnia nauczycielka skrzypiec w SM im. T. Szeligowskiego, której pasją jest pisanie, mówienie i przybliżanie MUZYKI i KULTURY WYSOKIEJ najszerszym kręgom społecznym Lublina i regionu, od przedszkolaka po szacownego emeryta. Gdyby miała więcej czasu, pewnie robiłaby wiele innych rzeczy, bo uważa świat za niezwykle interesujące miejsce, które inspiruje do najróżniejszych pytań i odpowiedzi, którym można nadać „odpowiedni kształt”.





< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.