Kolonie artystyczne dla młodzieży polskiej ze Wschodu Drukuj
środa, 12 wrzesień 2018
image_019.jpgW ramach projektu „Lato z Polską”, sfinansowanego przez Senat RP, na zaproszenie Oddziału Lubelskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, zarządzanego i prowadzonego z dużą dozą empatii przez prezesa Oddziału i dyrektora Domu Polonii Dariusza Śladeckiego, w dniach 13 – 26 sierpnia po raz kolejny przyjechała na wakacje spora grupa naszych rodaków ze Wschodu. Konkretnie w tym roku na „Koloniach artystycznych dla młodzieży polskiej ze Wschodu” pojawiło się w Lublinie 80 osób – z Białorusi (Mińsk – opiekunowie Ludmiła i Aleksander Katlińscy), z Ukrainy (Żytomierz – opiekunka Wiktoria Zubarewa) oraz z dalekiej Rosji (Tiumeń – opiekun Sergiusz Fiel).
 Ale jak to zwykle bywa przy organizacji takich spotkań, dużej ilości osób, a do tego z tak różnych miejsc, nie da się przejść „suchą stopą” po morzu problemów organizacyjnych, kwaterunkowych, żywieniowych itd., zwłaszcza, gdy fundusze są ograniczone i muszą być rozdysponowane na konkretne cele. Wszystko więc, aby się udało, wymagało dużego zaangażowania, czasu i wytężonej pracy prezesa Śladeckiego. Ciężka praca w konsekwencji opłaciła się. Wyrazili to na zakończenie w podziękowaniach uczestnicy kolonii.
fot. Sergiusza Fiela z Tiumenia (Rosja) i Benek Homziuk
rys. Benek Homziuk
Wspólnota od lat współpracuje ze Szkołą Plastyczną im. C.K.Norwida. Życzliwość dyrektora Krzysztofa Dąbka jest nieoceniona. Tym razem jednak niewieleimage_031.jpg można było zdziałać, szkoła przechodzi tzw. kapitalny remont i została zamknięta na trzy spusty. Natomiast udało się załatwić, już po raz drugi, dzięki życzliwości pana profesora Andrzeja Wac-Włodarczyka oraz pani Ewy Derdy, kierownika Domów Studenckich Politechniki Lubelskiej, zakwaterowanie dla całej grupy. Stołówka w pobliskiej Lanczomanii również okazała się strzałem w dziesiątkę. Zamiast szkoły plastycznej rozwiązaniem okazał się Młodzieżowy Dom Kultury „Pod Akacją”, konkretnie jego filia na Osiedlu Piastowskim na LSM-ie. Dzięki pomocy tutejszego kierownictwa administracji – zwłaszcza pani Marzeny Nastaj przez kilka dni młodzież miała zapewnione warsztaty plastyczne z rysunku oraz grafiki, konkretnie z linorytu. Prowadzący warsztaty: Magdalena Ciężak, Kamila Śpiewla-Kasperek i Anna Borowska, etatowi pracownicy domu kultury oraz Tadeusz Kliczka, nauczyciel ZSP, starali się ciekawie prowadzić zajęcia i zaproponować odpowiednie tematy. Młodzież rysowała portrety świadków historii, architekturę Lublina, a także wycinała w linoleum ciekawe lubelskie zabytki. Równocześnie dla grupy z Żytomierza, będącej pod opieką Wiktorii Zubarewej, nauczycielki języka polskiego, prowadzącej w swojej szkole Polski Dziecięcy Teatr Lalek „ModernPol”, preferującej inny rodzaj aktywności artystycznej, zostały zorganizowane zajęcia z nauki tańca, w czym uczestniczyli z ogromną radością i werwą. Prowadziła je instruktorka tańca image_032.jpgludowego UMCS Aleksandra Berecka. Dodatkową atrakcją dla młodzieży był odbywający się właśnie Jarmark Jagielloński, przyciągający na Stare Miasto koziego grodu nieprzebrane tłumy gawiedzi. Młodzież mogła zapoznać się z różnymi zapomnianymi zawodami rzemieślniczymi, zakupić pamiątki, posmakować tradycyjnych polskich potraw. W dniach 15. i 19. sierpnia zostały zorganizowane wycieczki połączone z mini plenerami plastycznymi. 15. sierpnia pojechaliśmy do Zamościa. Niestety, dokuczająca dotychczas nieznośnymi upałami aura załamała się, padało przez cały czas naszego pobytu, więc plener ograniczył się do siedzenia i rysowania w podcieniach oraz pod parasolami, co nie sprzyjało wyszukiwaniu ciekawych i niestandardowych motywów. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Krasnobród i Szczebrzeszyn. Po Krasnobrodzie, nazywanym przecież Częstochową Roztocza, oprowadzał nas pan Czesław Mazurek, erudyta i pasjonat kultury i sztuki religijnej, który przyjechał tutaj z inną grupą kolonijną z tego samego programu, a mianowicie z grupą językową.  W Szczebrzeszynie zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, żeby obejrzeć pomnik „chrząszcza”, który jest (ups!) świerszczem! 19. sierpnia z kolei pojechaliśmy do Sandomierza. Naszym przewodnikiem w trakcie jazdy oraz na miejscu była pani Krystyna Głowniak. W dopowiadaniu różnych ciekawostek regionalnych i informacji, w trakcie jazdy, brylował kierowca, pan Grzegorz Kozioł, kolos 140 kg żywej wagi, dobroci, kompetencji, wrażliwości i wiedzy. Na rosyjski tłumaczył wszystko bezbłędnie i biegle, dodając od siebieimage_057.jpg drugie tyle, pan Sergiusz Fiel z Tiumenia, świetnie mówiący po polsku, prawdziwy erudyta, kolekcjoner, znawca kultury polskiej, prezes Towarzystwa Obwodowego Centrum Oświaty i Kultury Polskiej „Latarnik”. W Muzeum Okręgowym, mieszczącym się na Zamku, m.in. obejrzeliśmy wystawy: „Dawna wieś sandomierska”, „Ciemne ścieżki” – poświęconą Jarosławowi Iwaszkiewiczowi i jego związkom z miastem i regionem, „Sandomierskie dziedzictwo”, gdzie oglądaliśmy zabytki związane z historią Sandomierza, XVII-wieczną „Dawną kuchnię królewską” oraz z okresu XVII – IXI wieku rzemiosło i malarstwo. Odwiedziliśmy również piękny kościół św Jakuba. Przy okazji pobytu w tym zjawiskowym mieście, mieliśmy niespodziewaną i niezwykłą możliwość posłuchać choć przez chwilę spotkania z premierem Mateuszemn Morawieckim, który przybył do Sandomierza na Krajową Konwencję Prawa i Sprawiedliwości. Dodatkowo, w innych dniach, młodzież spotkała się z włodarzami Lublina – z prezydentem Krzysztofem Żukiem, wiceprezydentam Mariuszem Banachem, a także Wojewodą Lubelskim Przemysławem Czarnkiem. Dzięki pomocy pana Sławka Leszczuka jedno z popołudni wypełnione było grą na polu golfowym w Lubelskiej Szkole Sportu nad Zalewem Zemborzyckim. Pomagał mu w tym pan Janusz Winiarski.
image_054.jpgWieczorem 20. sierpnia grupa wyjechała do Nasutowa do Europejskiego Domu Spotkań. Przez dwa kolejne dni zajęci byliśmy zadaniami plenerowymi – szkicowaniem okolicznego pejzażu, następnie pogłębianiem wybranych wątków bardziej szczegółowym studium – stale z natury oraz nauką rysowania portretu. Uczestnicy rysowali się nawzajem. Należy w tym miejscu wspomnieć i zauważyć duże zaangażowanie i pomoc w pracy plenerowej młodych (może przyszłych) artystów państwa Ludmiły i Aleksandra Katlińskich z Mińska, pięknie tłumaczących im zasady sztuki i jej prawidła. Czas wolny w Nasutowie, pozornie uśpiony i leniwy, z powodu choćby braku atrakcji podobnych do tych w mieście, okazał się nic mniej nudny. Większość czasu wypełniały zajęcia praktyczne – rysowanie i malowanie, wieczory zaś poświęcano na zajęcia sportowe, konkretnie grę w siatkówkę, co powodowało niekończące się wybuchy śmiechu (zwłaszcza pana Sergiusza Fiela), zabawne kłótnie o wynik, a także, dla innych, spacery po pobliskim lesie, wyjście do sklepiku, „bezmyślną” gonitwę za piłka futbolową itp. Jednego wieczoru odbył się bardzo dynamiczny i niosący się po okolicy kurs gry na bębnach, prowadzony przez zawodowych bębniarzy. Przez chwilę „zapachniało” Afryką. Innego zaś, piszący te słowa postanowił pokazać „swoim chwilowym uczniom”, co sam zmajstrował w ciągu dwóch dni, w chwilach wolnych, czyli np. poobiednich, wieczornych, nocnych i porannych przed śniadaniem. Powstało wówczas kilkadziesiąt rysunków, które zaprezentowane zostały w trakcie, powiedzmy, przedkolacyjnego wernisażu, pod szumną nazwą, wymyśloną przez pana Sergiusza Fiela, „У опочивальни”, co się tłumaczy „Przy sypialni”. Oglądający chyba nie do końca uwierzyli, że owe szuranki powstały w tak krótkim czasie. Ale było miło. Komfort miejsca, więcej niż przyzwoite warunki bytowe, z pięknymi i wygodnymi łazienkami, znakomita kuchnia, bez zarzutu przygotowywane przez panie kucharki posiłki sprawiały, że nie chciało się wyjeżdżać z tego, bądź co bądź, magicznego miejsca.  
24. sierpnia pojechaliśmy do Pułtuska, z zamiarem postoju w Warszawie, gdzie w Domu Polonii, mieszczącym się w prestiżowym miejscu stolicy – na image_008.jpgKrakowskim Przedmieściu 64 przewidziany był obiad. Był też czas na krótki rekonesans po Starówce, zrobienie sobie kolejnych sweet foci czy zakup pamiątek. Ok. godz. 15. wyruszyliśmy do miejsca docelowego. A ponieważ był to piątek, godziny szczytu, więc wyjazd z Warszawy był koszmarny. Podróż w upale, w nie nadążającym schłodzić się powietrzu w klimatyzacji, dawała się we znaki. Do Pułtuska dotarliśmy z lekkim opóźnieniem, tuż przed burzą, która od dłuższego czasu wisiała w powietrzu. Jeszcze bez deszczu udało się nam ulokować w pokojach w Zamku, zjeść kolację w przyzamkowej Tawernie i udać na koncert. To było prawdziwe zaskoczenie - dla absolutnej większości wykonawca nieznany, niejaki SKUBAS. Skądinąd chłopak urodził się w Lublinie, mieszkał przy ul. Kunickiego, obecnie mieszka w Warszawie, bo tam, wiadomo, łatwiej o .... Występ, choć niezbyt długi (6. piosenek), odbył się w dosyć niesprzyjających warunkach. Zaczęło padać, momentami więcej niż bardzo, więc widownia, znajdująca się pod gołym niebem, opustoszała. Publika, mam nadzieję wiedziona instynktem, nie uciekła, jedynie schroniła się przed ulewą w podcieniach zamkowych i cierpliwie wysłuchała koncertu do końca. Od tego momentu oglądając głównie plecy wykonawców, nagradzała jednak rzęsistymi brawami każdy wykonany utwór. Tak sobie myślę, że jak artysta jest prawdziwy i w tym co robi, daje z siebie pełną moc, to nie ważne są image_061.jpgokoliczności, wszystko jest super. I tak właśnie wybrzmiał koncert Skubasa, był znakomity, na najwyższym poziomie artystycznym! Słuchacze mieli niepowtarzalną okazję zetknąć się z prawdziwą sztuką, co w zalewie ogólnego muzycznego chłamu jest czymś wyjątkowym. Miałem okazję bezpośrednio pogratulować artystom i zrobiłem to z niekłamaną satysfakcją. Występ Skubasa z kapelą był swoistym ozdobnikiem dla wymyślonego przez władze „Wspólnoty Polskiej” I Międzynarodowego Polonijnego Festiwalu Biegowego. Sporo atrakcji, cenne nagrody pieniężne i rzeczowe, medale dla wszystkich uczestników, wspólne zabawy na powietrzu, grill, pop-corn, wata cukrowa na patyku (to był hicior dla naszych podopiecznych!), występy kulturalno-rozrywkowe – przyciągnęły sporo widzów i uczestników. Chłopcy z Tiumenia zwyciężyli w swojej klasie wiekowej, nie mniej słabiej wypadły dziewczyny. I pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, momentamiimage_062.jpg potwornej ulewy, drobnym przesunięciom organizacyjnym, wszystko przebiegło sprawnie i udanie. Noc spędzona w murach prawdziwego zamku, to było to! Śniadanie w ogromnej i dostojnej zamkowej sali, przy suto zastawionych stołach naprawdę podbiło bębenki na plus z okładem! Kulminacją drugiego dnia, poza kolejnymi konkurencjami biegowymi, był spływ gondolami po Narwi, z pięknymi widokami zarośniętych brzegów rzeki, skrzącej się i opalizującej w odbiciach wody jasną zielenią tataraków, żółtych główek kaczeńców, a nawet nisko wiszących ołowianych chmur. Wieczorem wróciliśmy do Nasutowa, gdzie zaraz po kolacji odbyło się uroczyste wręczenie dyplomów wszystkim uczestnikom kolonii. Dokonał tego osobiście prezes Dariusz Śladecki. Rano 26. sierpnia, tuż po śniadaniu i wyposażeniu odjeżdżających w dalekie trasy w suchy prowiant, pożegnaliśmy się, z nadzieją na spotkanie za rok. I w tym miejscu mogę stwierdzić bez najmniejszej wątpliwości – było to bardzo udane i potrzebne wydarzenie, za co należy głównie podziękować panu Dariuszowi Śladeckiemu, co niniejszym czynię.  
PS Niezależnie od osobistych rysunków powstało kilkadziesiąt szuranek, których nie pokazałem na wspomnianej powyżej wystawce, bo miały jedynie charakter szybkiego zapisu dziejących się w Nasutowie, Sandomierzu czy Pułtusku wydarzeń. Ponadto nie chciałem niczego w temacie szkicowania i rysowania pejzażu czy portretu sugerować uczestnikom warsztatów.
benek homziuk
image_001.jpg
image_002.jpg
image_003.jpg
image_004.jpg
image_005.jpg
image_006.jpgimage_007.jpg
image_010.jpgimage_011.jpg
image_013.jpg
image_012.jpg
image_014.jpg
image_015.jpgimage_016.jpg
image_017.jpg
image_018.jpg
image_020.jpg
image_021.jpgimage_022.jpg
image_023.jpg
image_024.jpg
image_025.jpg
image_026.jpg
image_027.jpg
image_028.jpgimage_029.jpg
image_033.jpg
         image_034.jpg          image_035.jpg
image_036.jpg
image_038.jpg
image_039.jpg
image_041.jpg
image_042.jpg
image_044.jpg
  image_047.jpg
 image_058.jpg                                                                                                       
              
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.