Wincenty Pol - romantyczny bohater, poeta, podróżnik - człowiek Drukuj
poniedziałek, 16 lipiec 2007
Wincenty PolW dwusetną rocznicę urodzin Wincentego Pola nie pytajmy Lublinian: kim był ich krajan z urodzenia i krótkiego pomieszkiwania, nie pytajmy nawet tych, którzy co dzień przechodzą koło jego dworku na Kalinowszczyźnie, ani tych, którzy - spacerując uliczkami Starego Miasta - mijają kamienicę przy ul. Grodzkiej 7, z tablicą upamiętniającą jego postać. Bo cóż usłyszymy - tak po Gombrowiczowsku - że wielkim poetą był - i basta! Może tak, skoro po dwustu latach  od jego urodzin, czujemy potrzebę nazywania jego imieniem - domów, ulic (w tym najnowsze lubelskie rondo), instytucji - przyznajmy - trochę z potrzeby wzmocnienia poczucia dumy z naszej małej ojczyzny, niezbyt zasobnej w sławne dzieci. Jak to jednak z pamięcią często bywa, zatraciliśmy już świadomość historycznego faktu i - co gorsza - zagubiliśmy także klucz interpretacyjny do źródłowych pamiątek przeszłości.     Z biografią i twórczością Pola tak jest w istocie. Jego poezja wydaje się dziś martwa, w najlepszym razie banalna i ckliwa, a  warsztatowo nieudolna, niemal katarynkowa.  Tylko badacze historii literatury próbują podnieść jej rangę, doszukując się konsekwencji stylizacyjnej na "swojską nutę" i programowego a celowego, romantycznego prymitywizmu, przemawiającego do czytelników I połowy XIX wieku, a także silnego stygmatu patriotycznego i waloru aktualizacji w dobie powstań narodowych. Dziś ten aspekt zapotrzebowania czytelniczego przebrzmiał wszakże i bronić tej poezji może tylko jej śpiewność i te strofy, które właśnie dzięki muzycznej oprawie, krążą od pokoleń w kanonie pieśni patriotycznych. Któż z nas nie słyszał po wielokroć:

Leci liście z drzewa,
Co wyrosło wolne;
Znad mogiły śpiewa
Jakieś ptaszę polne:
Nie było - nie było,
Polsko, dobra tobie!
Wszystko się prześniło,
A twe dzieci w grobie.
albo dziarskiego "Sygnału":
W krwawym polu srebrne ptaszę
Poszli w boje chłopcy nasze

 
czy pieśni mistrzowsko wykonywanej przez Mazowsze, choć bez mazurzenia wpisanego w strofy oryginału:

Piękna nasza Polska cała,
Piękna, żyzna i niemała!


I w harcerskim repertuarze natrafimy na znane piosenki:

A czy znasz ty bracie młody,
Twoje ziemie, twoje wody,
Z czego słyną, kędy giną,
W jakim kraju i Dunaju?


Mało kto pamięta, że autorem tych słów jest właśnie Wincenty Pol, stąd harcerska piosenka żartobliwie trawestuje poniższy dwuwiersz, wplatając dwukrotnie nazwisko  jego autora:

W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na cię!
-
- Pisał kiedyś Pol Wincenty,
Miast spokojnie czekać renty.
Przez to hasło Pana Pola
Jakże ciężka nasza dola.
Kto żyw w mieście, w polu, w lesie -
Uporczywie w górę pnie się


Pieśni do słów Pola krążą przez pokolenia w oderwaniu od swego autora. I tak poniekąd spełnia się Mickiewiczowska profetyczna dyspozycja, dająca placet na twórczość   początkującemu poecie:
(...) pisz i rzucaj, co napiszesz, na los szczęścia, a jeżeli poezje twoje obejdą w odpisach ziemie polskie i powrócą do ciebie, jeżeli je będą przepisywać i śpiewać, i podawać sobie, nie pytając o to, skąd się wzięły i kto je napisał, jeżeli jako wędrowne ptaki powrócą do ciebie nie tym szlakiem, jakim w świat odleciały - wówczas możesz poezje twoje drukować na śmiało, bo staną się one nie twoją, ale cząstką własności narodu   (cyt. Za  S. Makowski, Romantyzm, Warszawa 1993, s.438)
Sam Pol był zaskoczony popularnością własnych tekstów i ich anonimowym kolportażem. Z trudem dopominał się uznania siebie jako ich autora, często narażony na sceptyczny brak wiary w tej materii. Po latach odbierał dopiero należne mu hołdy, choć refleksyjna dojrzałość oddaliła go od płomiennych porywów powstańczych z "Pieśni Janusza".

Wincenty Pol    Wyrazista pamięć o Polu - poecie i człowieku, tak żywa i bogato uszczegółowiona trwała jeszcze niemal sześćdziesiąt lat po jego śmierci. Ale bladła stopniowo po odzyskaniu niepodległości; wspominana może w zbyt formalnych rocznicowych, patriotycznych obchodach, przestała być integralną cząstką świadomości narodu. Na pewien czas wyrugowano nawet twórczość Pola z podręczników szkolnych, i to nie ze względu na wyrafinowane  gusta nowych czytelników, bynajmniej, ale z racji "jedynie słusznych pozycji światopoglądowych". Uznano ją bowiem za wsteczną i anachroniczną. Znani badacze - choćby Maria Janion - ledwie napomykali o walorach estetycznych tej twórczości- śpiewności czy gawędowości - rozjątrzeni  sporami wokół dualizmu ideowego poety, który - ich zdaniem - zaprzedał rewolucyjną młodość i stetryczał w epigońskich naśladownictwach własnej twórczości - już nie Janusz - lecz pan Wincenty- antydemokratyczny głos magnackich, lojalistycznych koterii. Gdzież w tym zacietrzewieniu miejsce na oddanie sprawiedliwości patriocie, romantykowi i poecie ? A przecież warto, naprawdę warto, ocalić od zapomnienia tę biografię trudną i arcyromantyczną.
Mimo niemiecko - francuskich korzeni i niemieckiego w gruncie rzeczy, choć powierzchownego wykształcenia był Wincenty Pol jednym z najżarliwszych uczestników polskiego losu. Ojciec, Franciszek Ksawery Pohl von Pohlenburg, był urzędnikiem -  posługiwał się do czasu ożenku wyłącznie językiem niemieckim i pannie Eleonorze ze spolonizowanej francuskiej rodziny Longchamps de Berier  oświadczył się po niemiecku. Ale już wkrótce nabrał biegłości we władaniu polszczyzną, z ochotą przyjął polskie obyczaje, a nawet uprościł swe nazwisko na Poll. Syn - Wincenty Ferreriusz Jakub, urodzony w Lublinie, w roku 1807, poszedł dalej i pisał się jako Wincenty Pol. Odebrał, co prawda, edukację niezbyt wyrafinowaną w przedmiotach ogólnych i także po niemiecku, oraz muzyczną w zakresie podstawowym we własnej rodzinie, dość uzdolnionej w tym kierunku, ale za to miał okazję poznać wybitnych Polaków – między innymi Adama Mickiewicza czy sławnego skrzypka Karola Lipińskiego. Po polsku Wincenty pisał z fatalną ortografią, mówił natomiast barwnie i potoczyście, tylko "r" wymawiając z francuska, co dodawało mu podobno uroku w oczach panien, oczarowanych młodym, niewątpliwie przystojnym, choć na wpół niewidomym poetą. On zaś sam, jak przystało na romantyka, zakochał się jako siedemnastoletni młodzieniec - bez pamięci, w pannie łowczance - urodziwej, ale starszej o lat kilka i, w przeciwieństwie do Pola, zamożnej i skoligaconej. I tej miłości omal życiem nie przypłacił. Pisał do panny wiersze i nigdy nie wysłane listy, cierpiał katusze długiego niewidzenia, a w trzecim roku takich platonicznych amorów wyzwał na pojedynek rosyjskiego oficera, który przed kościołem zajrzał pannie zbyt natarczywie pod kapelusz. Rosjanin na szczęście chybił, a sekundanci naprędce pogodzili przeciwników. Pol, mimo że zawiedziony nieskutecznością zabiegów jeszcze wiele lat wzdychał poetycko do łowczanki, niczym Mickiewicz do Maryli, co nie przeszkodziło obu w staraniach o inne panny. Pol znalazł ukojenie w cichym i statecznym uczuciu do nadobnej Kornelii ze skromnego domu, którą, nie wiedzieć czemu, zwodził przez lat kilkanaście, nie mogąc nie tyle znaleźć, co utrzymać pracy, która pozwoliłaby na finansowe zabezpieczenie, choćby najskromniejszego bytu przyszłej rodziny. To podróżował, to polował, to wreszcie wdał się w patriotyczno - rewolucyjną konspirację. W Powstaniu Listopadowym wykazał się nie lada męstwem - w zwiadach, przenosząc meldunki,  tygodnie na koniu, pod ostrzałem, bywało, że całe  dnie  po szyję w wodzie…Z takim oddaniem służył przybranej ojczyźnie, że wynagrodziła go krzyżem Virtuti Militari. Ale większą sławę przyniosły mu, krążące w setkach odpisów, "Pieśni Janusza". W osobie ich autora rewolucja 1831 roku zyskała romantycznego barda.  
Wincenty Pol    Kiedy młodzieńcze porywy nieco opadły i upłynęły kolejne lata długiego  narzeczeństwa Pol wreszcie objął dzierżawę niewielkiego majątku w Bieszczadach, z zamiarem prowadzenia osiadłego życia i założył rodzinę. Wkrótce poznał tragedię i radość rodzicielstwa, rozczarowanie chłopskim sąsiedztwem i niedostatki płynące z niekompetentnego gospodarowania. Przenosił się więc niemal corocznie z miejsca na miejsce. Znów wiele podróżował - najczęściej sam, pisał  jednak tkliwe listy do żony, obarczonej dziećmi i gospodarstwem. W tym czasie sławę poetycką Pola ugruntowała "Pieśń o ziemi naszej", która ukazała się w roku 1843. Krążąca w odpisach, szybko była przyswajana. Bo choć pokpiwano już wówczas z prostoty jej rymów i  nazywano wierszowaną geografią, to te opinie nie umniejszyły popularności zbioru.
Ale dla poety nadchodziły trudne lata. Mentalnej przemiany doznał Pol po wydarzeniu, które o mały włos zakończyłoby jego życie. W Polance, w gościnie u brata - lekarza,  zastała Wincentego rabacja chłopska Jakuba Szeli. Zdarzenie miało przebieg wielce dramatyczny. Chłopi torturowali pojmanych na oczach kobiet i dzieci. Przywiązali obu Polów do drzewa i zamierzali ich podpalić. Kornelia własnym ciałem zasłoniła męża i wówczas otrzymała cios kosą w głowę. Zemdlona upadła, otoczona zaraz przez płaczące dzieci. Podpalono dwór i zniszczono m.in. geograficzne prace i instrumenty pomiarowe Pola. Bracia, cudem uratowani przez żandarmów austriackich z rąk oprawców, zostali uwięzieni na krótko we Lwowie. To ostudziło już na zawsze rewolucyjne zapędy Pola. Z czasem wiele spraw przemyślał na nowo. Uznał, że zamęt bitewny zuboża warstwy chłopskie i zniechęca je do wspólnego czynu zbrojnego, a skłania do bezrozumnego odwetu. Z tęsknotą wzdychał, w poezji lat późnych, do złotego wieku Polski szlacheckiej - "wszystko dla ludu ale nie przez lud" - to była jego nowa dewiza. Powoli oddalał się w poglądach od swych towarzyszy broni z 1831 roku. Ale i w ich biografiach natrafimy na liczne ślady przełomów światopoglądowych. Antyrewolucyjne pomysły Pola zbliżyły go do konserwatystów i lojalistów. I nagle zapomniano o jego poetyckiej sławie, o bitewnych zasługach. W demokratycznych środowiskach, o których uznanie zabiegał, został skazany na towarzyski ostracyzm. Próbował się bronić, tłumaczyć swoje stanowisko, ale nie chciano go  ani słuchać, ani zrozumieć. Stanisław Pigoń powie po latach : "Nie do końca się dospowiadał i nie dostał rozgrzeszenia". Jedynie Karol Szajnocha bronił Pola słowami: "To życie żądało samobójczej decyzji między prawą a lewą stroną, a umysł poety szukał od wieków harmonijnej spójni... to życie wkładało obowiązek mściwego nienawidzenia wszystkich wrogów, a serce poety rade było kochać".
Wincenty PolPol mimo tej udręki nadal służył, jak umiał najlepiej, przybranej ojczyźnie - pisał wiersze wciąż zaangażowane, podróżował, wykładał geografię i etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim, nawet ratował z pożaru cenne zbiory biblioteczne Collegium Maius w 1850 roku. I coraz częściej Pol - poeta oddawał głos Polowi - geografowi. Te zainteresowania wypływały nie tyle z upodobań estetycznych,  ile z przekonania, że jest to jeszcze jedna droga, by przez naukę wprowadzić sprawę Polski na arenę międzynarodową, pokazać samoistny byt zniewolonego kraju. Kreując całkowicie samodzielnie teorię odrębności  geo - i  etnograficznej historycznego obszaru Polski, oparł granicę zachodnią na Odrze i Nysie Łużyckiej i uwypuklił znaczenie gór i krain nadmorskich w delimitacji rdzennego obszaru, zamieszkałego od zawsze przez Polaków. W trudnych czasach, w Polsce podzielonej granicami zaborów uświadamiał, i w poezji, i w działalności naukowej,  różnorodność etnograficzną i jednocześnie tożsamość kulturową polskich krain. Lansował teorię odrębności tych ziem od narodów ościennych. Był pierwszym, który użył terminu Pojezierze na określenie Warmii i Mazur, nadał też odnodze Wisły miano Wisły Śmiałej. Barwnie opowiadał o swych geograficznych i etnograficznych poglądach, o podróżach i przygodach. Sława jego wykładów gromadziła w uniwersyteckiej auli takie rzesze słuchaczy, głównie płci pięknej, że brakowało miejsca nawet dla studentów. Trzeba było organizować prelekcje popularnonaukowe dla szerokiej publiczności. Zarzucano Polowi, że nie ma wystarczających kwalifikacji do objęcia katedry. To jeszcze jeden niesprawiedliwy atak, który dotknął poetę u schyłku jego dni. A dziś przecież wielu sławnych geografów np. Eugeniusz Romer - uznaje go za prekursora w tej dyscyplinie. Stąd po latach   rehabilitacja - powiedzmy całkiem zasłużona. Niewielu  bowiem tak jak Pol potrafi dziwić się światu. Trawestując słowa Józefa Bachórza - znawcy i wnikliwego krytyka  tej późnej twórczości  - rzec można , że góry u Pola są ogromnie górne, kamienie nad wyraz kamieniste, lasy okrutnie lesiste, lodowce bardzo lodowate, obłoki niezwykle obłoczne, a morze ze wszech miar morskie. To właśnie sztuka "młodzieńczego" - aż po grób -  zdumiewania się światem, to jego zachłanność poznawania. Tę właśnie postawę trzeba koniecznie docenić - jest ona bowiem początkiem każdej rzetelnej nauki i każdej prawdziwej sztuki. Szkice Pola z podróży przenika owa fascynacja i pasja odkrywania, romantyczne pragnienie zbliżenia się do nieuchwytnej prawdy o świecie. Nie godził się Pol  na antagonizowanie poezji i nauki, bo takie zapatrywanie było dla romantyków z gruntu fałszywe. W poezji widział natchnioną mądrość, w nauce: wizjonerską i profetyczną myśl przenikającą istotę rzeczy. W jego pracach geograficznych fachowo - erudycyjne partie mają zawsze inkrustację literacką, są  plastyczne i barwne. Gdy zagłębiamy się w lekturze "Obrazów z życia i natury" -  tak jak podróżnik dziewiętnastowieczny, to i my czujemy ziemię pod stopami.
W ostatnich dziełach łączył Pol z powodzeniem obie pasje. Był uczonym i poetą zarazem. Jego biografię jednak nadal interpretuje się jako żywot na dwoje tragicznie rozłamany. To iście romantyczny los, wspólny całemu pokoleniu powstańców, od 1831 roku do Wiosny Ludów. Norwid pisał o nim, że jest na hekatombę dla przyszłości - zniszczy się jak narzędzie potrzeby jakiejś, co nie była. I szczęśliwi jeszcze, którym dano nie zrozumieć tego położenia. Zarozumiałość ich pocieszy, hardość się uda za odwagę, za filozofię stanie cynizm, a wyobraźnia schorowana religii postać weźmie na się.
Krzyż Wincentego Pola w Dolinie Kościeliskiej
Krzyż Wincentego Pola w Dolinie Kościeliskiej

Historia jednak oddała sprawiedliwość Polowi: w dobie rozgrzebywania przeszłości tak świeżej, która - mówiąc językiem Mickiewicza - jeszcze się "nie ucukrowała", to takie ważne. Poeta sumienie miał  bowiem czyste - w aktach zaborców, do ostatnich swoich dni, figurował jako niebezpieczny wróg, którego trzeba obserwować. Za swą naiwność i prostoduszność płacił latami ostracyzmu, żył z piętnem hańby - szczególnie  po "Listach spod Lwowa" - popędliwego w słowach krytyka K.Ujejskiego. Borykał się z niedostatkiem, bo z dobrego serca wspierał potrzebujących, czym mógł. I nigdy się nie skarżył. Człowiek tak wrażliwy na urodę świata, u kresu życia, po nieudanym zabiegu okulistycznym, stracił i radość jego oglądania. Jego ostatnie wiersze stanowią  świadectwo szczerego patriotyzmu. Nic dziwnego, że wspomniawszy na zasługi poety, społeczeństwo Lublina ofiarowało Polowi za życia dworek  w folwarku Firlejowszczyzna, a po śmierci rodacy zdecydowali się uczcić pamięć autora "Pieśni o ziemi naszej" miejscem wiecznego spoczynku w Panteonie Wielkich Polaków na Skałce.
Najstarsze przedstawienie ikonograficzne dworku
Najstarsze przedstawienie ikonograficzne dworku

    Pamiętajmy zatem o Polu jako o oddanym, żarliwym uczestniku polskiej, trudnej i powikłanej historii. Chrońmy od zapomnienia pieśni Pola, co bezimiennie krążyły przez lata, bo - jak mówił Józef Ignacy Kraszewski - miłość, co je natchnęła nad wszelką krytykę stawi je wyżej.
Wiesława Sołtys
Niecodziennik Biblioteczny Nr 1(7) 2007


Muzeum biograficzne Wincentego Pola otwarto w 1972 roku, w setną rocznicę śmierci poety i geografa. Mieści się ono w klasycystycznym, urokliwym i bardzo zadbanym modrzewiowym dworku z końca XVIII wieku, który - w latach 1804-1810,  należał do ojca Pola. Folwark został sprzedany, powrócił jednak do rodziny w roku 1860, jako dar społeczeństwa Lublina dla poety. W roku 1969 dworek  przeniesiono na ulicę Kalinowszczyzna 13  i pieczołowicie odrestaurowany. W zbiorach muzeum znajdują się cenne pamiątki po Wincentym Polu i jego rodzinie - portrety, listy, rękopisy, dokumenty, także wspaniała i nagradzana  kolekcja globusów Ziemi XIX i XX wieku. Muzeum prowadzi też bardzo szeroką działalność edukacyjną.
W  jubileuszowym roku dwusetnej rocznicy urodzin Wincentego Pola koniecznie odwiedźmy jego dworek. Muzeum jest czynne od środy do soboty, w godz. 9-16 i w niedzielę, w godz.9-17. Szczegółowe informacje: tel. 081-747-24-13 lub www.zamek-lublin.pl
Dworek Wincentego Pola - obecnie siedziba muzeum
Dworek Wincentego Pola - obecnie siedziba muzeum

Dworek Wincentego Pola - obecnie siedziba muzeum
Ekspozycja
Ekspozycja



Zdjęcia publikujemy  dzięki uprzejmości Pani Grażyny Połuszejko - kierownik Muzeum - Dworek Wincentego Pola.

Miejski Konkurs Recytatorski
Poezji i Prozy Wincentego Pola

Afisz

< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.